poniedziałek, 15 września 2014

Gålå cz.2 - Kraina...owiec?

Pogoda dopisała, co oznacza, że przy korzystnych warunkach (odpowiednia godzina, nachylenie słońca do konstelacji Oriona i tysiąc innych czynników) mogłam się ograniczyć do noszenia ciepłego swetra w norweskie wzorki. Pomykający po górskich szlakach Norwedzy mieli na sobie koszulki na ramiączkach i krótkie spodenki. Dobra koniec gadania, trochę zdjęć ;) 


Vandrer jako przewodnik wycieczki spisał się znakomicie choć pogoda norweska potrafi błyskawicznie ze słonecznej przejść w deszczową..



Bardzo wygodnym rozwiązaniem dla podróżujących są przyautostradowe punkty spoczynku. Można odetchnąć powietrzem i spalinami.


Choć jeśli ma się takie widoki jadąc autostradą (tutaj zdjęcie z A6 prowadzącej na północ) można nawet stać w korkach. 


Problemy pojawiły się kiedy Vandrer spostrzegł na nawigacji, że jesteśmy już na wysokości ponad 900 m. n.p.m.!

Wtedy to spostrzegliśmy przez okno pierwszą niewinnie wyglądającą owcę. Jak się później miało okazać to był dopiero początek bobkowego koszmaru.


Po dotarciu do hytte (opisanej w poprzednim poście) Vandrer rozgościł się na pobliskim kamieniu...



Wlazł na pobliskie drzewo...


Później zaczął zwiedzać...


Opalać się nad pobliskim stawem...


Analizować skład pobliskiej flory...







Vandrer pokonywał duże odległości dzięki pomocy swojego nosiciela.
Dzięki temu mógł m.in. zastanawiać się dokąd spływają to wszystkie strumienie szumiące wokół. 


Rozwiązanie zagadki było proste. Hytte mieściła się pomiędzy dwoma jeziorami: Gålåvatnet i mniejszym Valsvatnet. Tutaj widok na Gålåvatnet.


Jaka temperatura takie #bikinibridge


Vandrer nie potrafi jeszcze pływać dlatego szybko znalazł odpowiednie koło na wypadek gdyby wpadł do wody. W Norwegii o to nietrudno. 


W drodze powrotnej do hytte okazało się że owce rozlazły się po całej okolicy i łypią morderczym wzrokiem. Tutaj wlazły pod wyciąg narciarski.




Mieszkańcy Gålå przy współpracy z trolami zbudowali obronne kamienne mury, które miały chronić ich przed owcami...

...standardowo używali bowiem do budowy murów drewna.

Niestety i to nie pomogło. Mordercze owce niszczące ciszę swoimi dzwoneczkami były wszędzie. I wszędzie pozostawiały swoje bobki.



Na wszelki wypadek postanowiłam zatem opanować sztukę strzelania z łuku znalezionego w hytte.


Co ciekawe górskie hytte często mają dachy porośnięte sporą ilością trawy.



Kolejnego dnia Vandrer postanowił obejść drugie jezioro: Valsvatnet.



 Zmożony głodem zrobił sobie przerwę na obiad na tarasie jakiejś hytte.

Jak wyglądają poranki w norweskich górach? Tak jeśli jest słonecznie:



A tak jeśli jest mgliście:

W razie gdyby było nam zimno, w hytte można znaleźć zapas ciepłych skarpet.



Co dobre szybko się kończy. Jeszcze jedno zdjęcie wykonane już po zjeździe z góry. Widok na jakąś turkusową rzeczkę.


Więcej zdjęć znajdziecie na fotoblogu Vandrera. Zaktualizuję do jutra cały wyjazd. I dodam jeszcze kilka galowych postów. Tymczasem idę na polę wygrzać się w słońcu, bo szkoda marnować taką pogodę! Jest 20 stopni!


AvE!
Vandrer


3 komentarze:

  1. A czy oprócz morderczych, przerażających owiec spotkałaś też hobbitów? Piękne te widoki jak w Shire i woda i pogoda i drogi takie równe i zdjęcia i Vandrer i nawet skarpety takie kolorowee / Lowl

    OdpowiedzUsuń
  2. Hobbici hobbitami, ale to kolo chyba jednak nie było odpowiednie dla "Vandrera".

    OdpowiedzUsuń
  3. Hobbitów ani troli póki co nie. Ale były inne ciekawe istoty. O nich następny post:)

    OdpowiedzUsuń

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP