czwartek, 9 października 2014

Det - Stephen King

Wczoraj nie było wpisów ponieważ Vandrer pochłonęło To (Det). 1212 stron historii czystego strachu. Nigdy nie ciągnęło go zbytnio do książek (bok) Stephena Kinga... choć zapewne gdyby jakaś wpadła mu w ręce to by ją przeczytał. Sowa jest jak drapieżnik żerujący na wyobraźni autorów. Wypełnia swoją wyobraźnię ich fantazjami. Pożera książki. Nieważne jakie. W końcu trafiła na To (wyszukując egzemplarz internetowo-stacjonarnym antykwariacie poleconym przez przyjaciółkę - Tego nie można kupić tak łatwo). Po tym jak Vandrer przyjechał do Norwegii, wgryzł się w stare strony pomiędzy miękką okładką i...



... zadławił się. Pierwszą połowę czytał przez 3 tygodnie, stopniowo dozując emocje. Z trudem trawiąc wizje kreowane przez Kinga. Nie dlatego, że były one miałkie i bezsensowne, ale dlatego że były ciężkostrawne od emocji zawartych między zdaniami. Od pierwszych stron To rozpaliło sowitą wyobraźnię przypominając o wszystkich stworach, które w dzieciństwie powodowały, iż na skórze pojawiały się ciarki, a wieczorny powrót do domu przeistaczał się w wyścig z potworami jakie mogły czyhać w ciemności przydrożnych rowów. Tak, dziecięca wyobraźnia potrafi za dnia czynić świat barwniejszym, ale nocą zamienia zwykły cień lampy w strzygę. I na tym właśnie żeruje To. Żerować to słowo klucz tej książki. Myślę, że King osiągnął tak mocny efekt właśnie dlatego, że nie określił Tego. Pozostawił stwora siejącego spustoszenie w miasteczku Derry jako kontur, w który dziecięca wyobraźnia wlewała rozmaite kształty. Dla każdego dziecka To było czymś innym. I dla każdego czytelnika To jest czymś innym - wzbudza strach żerując na wspomnieniach konkretnej osoby. Genialne posunięcie panie King. Pennywise, bo taką postać To przyjmowało najczęściej jawił się jako upiorny klown. Dzieci lubią klowny, nieprawdaż?

Początek. Mały George schodzi do piwnicy...

...Nie lubił nawet otwierać drzwi, aby włączyć światło, bo zawsze mu się zdawało (a to było już tak irracjonalne, że nie zwierzył się z tego absolutnie nikomu), iż kiedy będzie sięgał w stronę kontaktu, jakaś potworna, zakończona szponami łapa wciągnie go w tę ciemność, cuchnącą kurzem, wilgocią i zapachem gnijących warzyw. (...) To była woń czegoś, co nie miało nazwy, woń tego skulonego, przyczajonego w ciemności i gotowego do skoku stwora, który przełknąłby wszystko, ale największą ochotę żywi do świeżego dziecięcego mięsa. (...) w głębi duszy czuł, że lada moment drzwi zamkną się, odcinając go od białego światła płynącego z okna kuchni, a potem usłyszy To, coś gorszego niż wszyscy komuniści i mordercy razem wzięci, gorszego niż Japończycy, gorszego niż Hun Attyla, a nawet setka filmów grozy połączonych w jeden. To ryknie gardłowo - a on usłyszy ten warkot i ryk na parę szalonych sekund, nim To rzuci się na niego i...


Drugą połowę Vandrer pochłonął w dwa dni. Wydarzenia nabrały tempa, i strach czytelnika musiał ustąpić przed chęcią odkrycia zagadki. Czym naprawdę jest To? Czy można je pokonać? A jeśli tak to jak? Jak to z książkami zwykle bywa każdy sam musi odpowiedzieć sobie na pytanie czym miało być mityczne To

Dla Vandrera, zło czające się w Derry było uniwersalne - jak element natury, który mógł objawić się w każdym człowieku. Wszakże To zabijało dzieci także posługując się działaniem albo wręcz przeciwnie, obojętnością dorosłych. To nie gardziło również naturalnym złem i szaleństwem zalęgłym w duszach niektórych dzieci. Wykorzystywane przez Kinga postaci można nazwać archetypicznymi, choć może właściwsze byłoby słowo stereotypowymi? Szablonowymi? W siódemce Frajerów, którzy będąc dziećmi pokonali To, a po 27 latach kiedy wróciło ponownie stanęli z nim do walki, znaleźli się: charyzmatyczny pisarz jąkała; odważna dziewczynka, dla której męska przemoc jest sposobem okazywania troski; grubasek, który zanim staje się kimś wielkim chudnie pokonując własne słabości; hipochondryk, który znajduje sobie żonę tak samo niezdrowo troszczącą się o jego stan jak matka; klasowy błazen, który nigdy nie bierze życia na serio; wycofany purysta, który postrzega rzeczywistość głębiej i poważniej niż inni oraz porządny czarnoskóry dzieciak, który nie dość, że musi znosić trudy dorastania to jeszcze staje się ofiarą dyskryminacji rasowej. Jak to bywa w książkach, najtragiczniejszą postacią jest rozrabiaka przewodzący bandzie oprychów, który stopniowo popada w obłęd. Dorośli są tutaj jedynie tłem, oznaką autorytetu, który jednak nie potrafi uchronić przed złem czającym się za rogiem. A może w każdym z nas?

Ocena: to arcydzieło horroru 10/10 piórek.





Vandrer








2 komentarze:

  1. Faak ! już sam obrazek przerażający (boję się klaunów..) ale książkę przeczytam ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Koniecznie Dziabo! Koniecznie! Mogę Ci ją przywieźć w styczniu, w zamian za Biesy;)

    OdpowiedzUsuń

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP