piątek, 21 listopada 2014

Głos Kosa

Wybaczcie Drodzy Czytelnicy, że tak długo musieliście czekać na recenzję z premiery Mockingjaya I. Wyszłam z kina ponad 54 godziny temu. Niestety mogłam o tym napisać dopiero teraz.

Norweski trailer - uwaga nie oddaje magii filmu.

Zanim zaczniecie czytać wejdźcie na stronę ulubionego kina i zarezerwujcie bilety - Kosogłos I wchodzi do kin w Polsce właśnie dziś. Potem włącznie w głośnikach piosenkę Lorde Ladder Song i czytajcie.


Jakież było moje szczęście kiedy jakiś miesiąc temu dowiedziałam się, że w Norwegii Mockingjay I ma premierę już 19 listopada! 

Jestem ogromną fanką książki. Uważam, że ekranizacje dwóch pierwszych części były świetne, a Lawrence genialnie gra rozbitą psychicznie bohaterkę złapaną w tryby świata, którego nie rozumie i na który się nie godzi. Będąc zbyt uczciwa nie jest w stanie się na niego zgodzić. Ale nie jest to kolejna heroina bez skazy. Wątpliwości miotają nią przez cały czas. Dlatego też z taką niecierpliwością czekałam na kolejną ekranizację. Nie zawiodłam się.

Na zdjęciu podekscytowany Vandrer w drodze na seans rozpoczynający się o 00:01.


Kiedy dotarłam do lokalnego kina w Horten było już oblegane przez tłumek nastolatków. Samych nastolatków. Kto starszy chodzi do kina o tej godzinie? Okazuje się, że w Norwegii nikt. Przynajmniej w Horten. Chyba, że ma się szaloną żonę, wtedy trzeba iść;)

Bilety zakupiłam przez internet 3 tygodnie wcześniej. Odbierało się je w kasie ze słodyczami. Prosta sprawa, po co komu kasa biletowa w małym kinie. Udało mi się zarezerwować miejsca na wygodnych dwuosobowych sofach po środku sali. Tak, cena biletu w małym kinie w Norwegii to 110 NOK (ok. 55 zł) , nie chcę myśleć o cenie w multipleksie w Oslo. Zaraz, czy w Norwegii w ogóle mają multipleksy?

Po obejrzeniu reklam lokalnych zakładów i norweskich produktów spożywczych, na ekranie pojawiło się logo Nordisk Film Kino i rozpoczął seans. 


Przyznaje się. Rozpłynęłam się z zachwytu podczas dwugodzinnego seansu. Pomimo, iż wersja angielska była puszczona dość cicho, a norweskich napisów nie rozumiem (jeszcze), nie miałam problemu z odbiorem filmu. Dlaczego? Bo składa się on z dwóch warstw. Jedna to psychiczne rozbicie Katniss niemogącej poradzić sobie z tym co się działo na arenach i ze stratą Peety. Lawrence dała tutaj popis gry aktorskiej - to wszystko się czuje, nie trzeba rozumieć. A sceny otwierająca i zamykająca... ach - tu rozpłynę się nad zmysłem reżyserskim. Główna bohaterka czuje się zagubiona, samotna i przerażona tym co ludzie mogą czynić sobie nawzajem. Tym co ona sama robiłaby przeżyć. Bo choć na pozór wydaje się że wiadomo, kto jest "prawdziwym wrogiem", to dla Katniss nie jest to takie pewne. (Kiedy skończy się Ladder Song kliknijcie tutaj po Yellow Flicker Beat).

I tak przechodzimy do drugiej warstwy znaczeniowej filmu czyli obnażenia roli mediów i propagandy na wojnie. Ta warstwa była dla mnie trudniejsza w odbiorze, bo tutaj słowo mówione było ważne (zobaczę polską wersję dokładniej, wtedy będę mogła trafniej oceniać). Obie strony filmowego konfliktu nie przebierają w środkach by przedstawić własną wersję prawdy. Krew, ofiary, współczucie to potężny oręż. Pierwsza część Kosogłosa pozwala reżyserowi w pełni odtworzyć psychologiczne aspekty wojny, zanim przejdzie do zobrazowania właściwej potyczki. Zmyślne to wszystko i sprytne. Przeplatane scenami w których rozumnemu widzowi włos się na głowie jeży - to wszystko jakby gdzieś już było, prawda? Sprawdźcie w kronikach filmowych.

Dlatego tak mocno cenię tę książkę - bo jest prawdziwa, nie boi się zadawać trudnych pytań. Postaci są skomplikowane, a ich wybory to czasami akty heroizmu wbrew własnej wygodzie. Czasem wbrew samym sobie. I nie są to ludziki odporne na wszystko, ale pełnokrwiści osobnicy, których psychika nie pozostaje obojętna na to co widzą. W kategorii literatury młodzieżowej Igrzyska Śmierci wiodą prym - są po prostu genialne (chodzi mi tutaj o osiąganie szczytu we własnej kategorii literackiej). Collins bezapelacyjnie go osiągnęła. Autorzy ekranizacji pozwolili nam to zobaczyć na ekranie, udowadniając dlaczego jej historia zasługuje na najwyższe laury. Cholernie mocno udowodniając.

Żeby tak nie słodzić kilka słabostek. Po pierwsze nierówna gra aktorska. Postać Jennifer Lawrence jest tak dobrze napisana i tak zagrana, że inni aktorzy wyglądają przy niej jak marionetki. Czuje się w tym pewną sztuczność i szamotaninę. Mam nadzieję, że Julianne Moore będzie miała okazje rozwinąć skrzydła w drugiej części. Liam jako Gale jest mdły i nijaki (tak, wiem jestem w #teamPeeta więc i tak za nim nie przepadam). Pozytywnie zaskoczył mnie za to Josh Hutcherson grający Peetę. Ci, którzy czytali książkę wiedzą, że w pierwszej części nie możemy się go spodziewać na ekranie zbyt często. Ale kiedy już się pojawia, to się mu wierzy. I patrzy na niego współczującymi oczyma Katniss. Nie zawiodłam się na filmowym przedstawieniu jego książkowej roli.

Miało być o słabostkach, a za taką uważam oficjalny soundtrack. Nie mówię tu o muzyce w filmie bo ta trzyma poziom, ani o głównej piosence, która pojawia się na napisach końcowych. Lorde naprawdę idealnie pasuje do trzeciej części ze swoim Yellow Flicker Beat. Mówię o pozostałych piosenkach na soundtracku, który jest nieodzowną częścią tego typu produkcji. Nie wiem czy poza dwiema piosenkami Lorde cokolwiek mi się na nim podoba. Tutaj się zawiodłam, bo soundtracki dotychczasowych dwóch części były wspaniałe (sprawdźcie tutaj jak skończycie czytać). Pozwalały za pomocą muzyki przenieść się w świat bohaterów i poczuć ich emocje. Pozwalały widzowi utożsamić się z tym co widział - znaleźć odczucia uniwersalne. Prawdę emocjonalną. W przypadku sountracku Mockingjay I  nie mam pojęcia co autor miał na myśli.

Dla widza, który nie zna książki i patrzy na film w kategoriach hollywódzkich blockbusterów pierwsza połowa filmu może okazać się zbyt spokojna. Ostrzegam. Taka jest ta historia, to spokojne wprowadzenie do potyczki jaka nastąpi w części II. Kiedy więc pójdziecie do kina oceniajcie za całokształt i spójrzcie na ten film jako powiew świeżości w wysokobudżetowym kinie dla młodzieży. Powiew, który rzeczywiście wnosi coś cennego, a nie tylko kolejną łatwą do przewidzenia historię miłosną pewnego trójkąta.

AvE!
Vandrer







4 komentarze:

  1. tak zachwalasz, że chyba w końcu obejrzę ten dziwny film;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywista sprawa. Nie oglądałaś jeszcze żadnej części?

    OdpowiedzUsuń
  3. no żadnej nie oglądałam, ale mam w kolejce filmów do obejrzenia gdzieś na końcu:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lowl nie ma co odkładać tak ważnych rzeczy:)

    OdpowiedzUsuń

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP