poniedziałek, 1 grudnia 2014

Kino za 55 zł, nawet w poniedziałki



Internet buczy obecnie sprawą pewnego artykułu o 25-letniej Dominice, która mając dość życia w Polsce (nie może znaleźć dobrej pracy po neurobiologii) postanawia wyjechać z chłopakiem do Norwegii. Jako, iż cel jej podróży jest Vandrerowi dość bliski postanowił zabrać głos. A raczej zdrapać lukier z sielankowej wizji.


Sowa nie będę rozstrząsać wewnętrznych absurdów owego reportażu, bo już to zrobił doskonale Zombie Samurai tutaj. Skupi się raczej na sielankowym obrazie emigracji, który kontrastuje z ponurą wizją polskiej rzeczywistości, w której to za 16 gr napiwku nie można kupić mleczka kokosowego z sklepie na strzeżonym osiedlu. Proszę, nie zrozumcie tego źle. Vandrer nie narzeka na swoją obecną sytuację, a jedynie prostuje fakty.

Pierwsza sprawa, która nim wstrząsnęła to tani kontakt lotniczy Polska - Norwegia. Łatwy przyjazd łatwy kontakt:
Bilet do Oslo w promocji kosztuje 19,90
Może i można znaleźć tanie bilety kupowane kilka miesięcy wcześniej - najtańszy lot kosztuje kilkadziesiąt złotych (bilet, bez bagażu i innych opłat) to lot w środku tygodnia, nie w weekendy. Ale rzeczywistość wygląda tak, że kiedy chce się jechać na święta do domu w dwie osobyto trzeba zapłacić kilka tysięcy koron i to nie za lot liniami Norwegian
Na szczęście bilety do Polski są tanie, zawsze można na weekend wrócić.
Bilety w weekendy są zazwyczaj dużo droższe niż w tygodniu, nawet jeśli kupi się je wcześniej. Nie wiadomo zatem jak bohaterka reportażu ma zamiar tanio wracać do Polski kiedy tylko zatęskni. Idźmy dalej.

Sprawa druga. Dotąd bohaterka mieszkała w kilka (lub kilkanaście) osób w małym studenckim mieszkaniu. W jej wizji Norwegii od razu pojawia się dom. A i owszem Norwedzy głównie mieszkają w domach jedno lub wielorodzinnych, ale wynajem takowego, to nie jest tania sprawa.

Po trzecie, Dominika narzeka na wysokie koszty leczenia w Polsce. Ciekawe jak spodobają się jej norweskie ceny. Jeśli jesteś w pełni ubezpieczony płacisz za leczenie max 2000 koron rocznie, resztę pokrywa państwo. Ale ten limit nie obejmuje różnego rodzaju podstawowych usług. Norwedzy latają więc na większe wizyty dentystyczne do Polski za 19,90 zł w promocji.

Po czwarte bohaterka reportażu narzeka na zimno, przez które musiała wydawać dużo na ogrzewanie. Zakup pluszowego renifera i swetra niewiele jej pomoże w tej kwestii jeśli przyjedzie do Norwegii. Będzie musiała zainwestować w ogrzewanie innego rodzaju. Na szczęście przyznaje racjonalnie: 
Fakt, jest zimno, ale to nie szkodzi. Wolę w grubym swetrze żyć jak człowiek.
Po piąte, tu ulubiony fragment Vandrera:
Do kina chodzi w poniedziałki, kiedy są tańsze bilety - za 11 złotych - bo normalne wyjście w weekend to już fortuna - 60 złotych za dwie osoby. 
Zarówno wyjście do kina jak i inne rozrywki typu kawa, wyjście do knajp kosztują w Norwegii sporo w porównaniu z innymi kategoriami zakupowymi. Czytając historię Dominiki sowa odczuła, że ciężko jej będzie zrezygnować z tego typu rozrywek. Ot wyjście do kina w Norwegii to jedyne 55 zł, w poniedziałek, za jedną osobę. O cenach w knajpach czy restauracjach nie mówiąc, wyjście w kilka osób to koszty minimum 1,5 tys. NOK (z alkoholem). Oby Dominiki to nie przerażało.

Po szóste, kluczem do utrzymania się w Norwegii jest praca. Pracę znajduje się znając język, nie wystarczy tu angielski (chyba, że masz szczęście i trafisz na coś w Oslo). Vandrer poznał na kursie wielu obcokrajowców mówiących perfekt po angielsku. Choć dogadają się bez problemu z Norwegami to znalezienie przyzwoitej pracy bez języka jest trudne. Zwłaszcza dla neurobiologa. Bohaterka reportażu na szczęście, jak wynikałoby z tekstu, ma załatwioną pracę po znajomości w hotelu. Nie wiadomo jednak jak ma zamiar pogodzić przeprowadzkę i rozpoczęcie pracy z urodzeniem dziecka. Jest to kraj socjalny, ale na imigrantów żyjących z zasiłku patrzy niechętnie. Za to bardzo chętnie, na dzieci owych imigrantów. 

Po siódme, nasza bohaterka po ustabilizowaniu się w Norwegii ma zamiar sprowadzić kilkunastu znajomych. Jak czytamy:
Chciałabym, żeby oni też mogli żyć na poziomie, na który zasługują. To ludzie z dobrym wykształceniem, mają pracę w Polsce, ale nie są z niej zadowoleni. 
Patrz punkt szósty. Bez znajomości języka, a później zdania odpowiednich certyfikatów nie dostaną tutaj pracy w zawodzie. Będą musieli się oto mocno postarać. Pozostają zatem prace dla pracowników fizycznych i nisko wykwalifikowanych. Chyba, że mają jakieś przydatne inżynieryjne zawody. Opiekunka Vandrera wyjeżdżając z Polski porzuciła studia doktoranckie, a w Norwegii zaczyna od zera. Jak nauczy się języka myśli o jakiejś spokojnej pracy w sklepie, a za kilka lat kto wie, jak już zacznie płynnie szprechać po norwesku, może jakaś praca biurowa.

Po ósme, fragment o tęsknocie:
Obcy język i inne tradycje ją nie przerażają. - Czy będę tęsknić? Chyba nie, ale to okaże się dopiero, jak spędzę święta samotnie, tylko z moim chłopakiem, w domku zasypanym śniegiem. Może będzie trudniej, niż mi się wydaje. 
Będzie trudniej i będziesz tęsknić - tu Vandrer może zapewnić drogą bohaterkę. To nie jest domek zasypany śniegiem z obrazka. Tu trzeba żyć. 


Czytelnicy! Vandrer napisał ten tekst, ponieważ nie lubi lukrowanych wizji rzeczywistości, która nie istnieje. Jak mówił, nie narzeka. Ale chce, żeby ludzie zanim zdecydują się na emigrację przemyśleli sobie dobrze na co się decydują i czy naprawdę w Polsce jest im tak źle. Sama Analogowa Sowa, gdyby nie zewnętrzne okoliczności, nigdy by się na to nie zdecydowała.

AvE!
Vandrer







11 komentarzy:

  1. mnie ten artykuł nie wzruszył. rozśmieszył ale jak skończyłam czytać to zasmucił, że taka postawa roszczeniowa jest dosyć popularna wśród osób które skończyły studia, a ja nie lubię takiej postawy. Jeśli bohaterka nie wyobraża sobie obiadu bez mleczka kokosowego to niewiele wie o życiu i o tym jakie jest trudne. Ona się powinna cieszyć, że dostaje aż tyle kasy za pracę w szatni która nie jest ciężką pracą fizyczną ani umysłową – nie wymaga specjalnych kwalifikacji i łatwo każdy może ją zastąpić. Ja żeby tyle zarobić to musiałam się więcej narobić ale to było w swoim wyspecjalizowanym zawodzie i jeszcze na studiach. Jeśli ona po neurobiologii nie może znaleźć pracy w zawodzie w co wątpię (raczej nie umie jej znaleźć) to niech nie je mleczka kokosowego tylko oszczędzi na jakieś kursy i się przekwalifikuje na jakiś konkretny zawód specjalistyczny. Proste. Dopóki ma się zdrowie taka postawa jest po prostu lenistwem. miliony Polaków jest w takiej sytuacji albo gorszej i nie narzekają tylko radzą sobie. więc niech ona jedzie i się przekona, że w Norwegii też pracodawca nie będzie jej płacił za skończone studia tylko za to co umie i zobaczy jak szybko będzie chciała wracać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ma się pod górkę, kreatywność wzrasta - jestem tego zdania. Jest coś w tym, że Polska może zostać jednym z krajów z najbardziej kreatywnymi obywatelami. Wole jednak kreatywność, niż obrażanie się jakie prezentuje Dominika.

    Pozdrawiam Cię serdecznie:)
    PS: Może instalacja Disquesa do komentarzy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozważam Disquesa od jakiegoś czasu. Ale jeszcze nie zdecydowałam:)

      Usuń
  3. Dziękuję za komentarze. Widzę, że nie tylko mnie zniechęciło "obrażanie się na cały świat" jaki prezentuje bohaterka Dominika. Warunki w Polsce nie są może najlepsze na świecie, ale ta dziewczyna robi z siebie ofiarę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma;). Ludzie to chyba myślą, że zagranicą pieniądze leżą na ulicy i tylko czekają na to aż oni przyjadą i je podniosą:). Moim zdaniem jeśli się chce, to wszędzie, nawet w Polsce można całkiem wygodnie żyć, a życie na emigracji, to na pewno o wiele lepsze pieniądze nawet za prostą pracę niż te w Polsce, ale właśnie tak jak piszesz trzeba pamiętać, że życie też jest tam o wiele droższe niż w Polsce. Moja koleżanka mieszka od 5 lat w Norwegii, a stać ja w sumie na 1 dłuższy przyjazd w roku do Polski. Wtedy oblatuje lekarzy, kupuje ciuchy idzie do fryzjera. Także nigdzie nie jest lekko i wszystko ma swoje plusy jak i minusy. A planujesz kiedykolwiek wrócić?

      Usuń
    2. Powiem tak :) nie może znaleźć pracy po neurobiologii? Z takim podejściem do życia to nic dziwnego. Nie miałam styczności wcześniej z artykułem o tej dziewczynie, ale niestety ludzie tak utopijnie myślą o emigracji, cóż...

      Usuń
    3. Dokładnie tak. Ciężko mi zaplanować co będzie. Chcieliśmy przyjechać tutaj z mężem na dwa lata, ale kto wie jak to się skończy. 18 listopada w Dzień Emigranta napiszę więcej o moim podejściu do emigracji:)

      Usuń
    4. Mam nadzieję, że masz na myśli 18 grudnia, bo do 18 listopada, to byśmy długo na ten artykuł musieli czekać;)

      Usuń
  4. Agree. I wonder what she would write about Norway xD.In this over-price country, everything is hard for Immigrants, not for norwegians, most of them got almost everything.

    OdpowiedzUsuń
  5. Utopijne myślenie o emigracji to jedno, ale utopijne myślenie o Norwegii jako kraju przeznaczenia... To jeszcze inna para kaloszy. Każdy kto łudzi się, że w Norge jego życie zacznie ociekać kasą i lukrem ten jest naiwniakiem. Tak, ten kraj ma sporo zalet, ale jak się go pozna od środka to już tak różowo nie jest. No ale takie tendencyjne reportaże pisane są pod publiczkę i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

    OdpowiedzUsuń

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP