poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Czy praca w zawodzie istnieje? A może to już tylko mit?

Praca w zawodzie to mit #freelancer #zawód


W związku z Dniem Grafika i Rysunku Graficznego Vandrer zastanawia się nad tym czy obecnie istnieje jeszcze coś takiego jak praca w zawodzie. Jeśli tak, to co ona oznacza?  A może pojęcie to stało się już bardziej mityczne niż realne?


Zbliża się 1. maja, który w wielu krajach jest świętem wszystkich ludzi pracujących. Wcześniejsze doświadczenia, wyjazd do Norwegii i jednoczesne poznawanie freelancerskiej blogosfery sprawiły, że Vandrer zaczął zastanawiać się nad istotą pracy w ogóle. Jak każda sowa, Vandrer jest humanistą z krwi i kości (a może raczej z pluszu i nici?). Nie oznacza to bynajmniej wyśmiewanego w mediach wizerunku bezrobotnego absolwenta politologii, który studiował w filii prywatnej nieznanej uczelni. Humanista przez duże H, to osoba, która skończyła swoje dobrze zaplanowane studia, wyciskając z nich maksimum wiedzy i umiejętności, a potem przelała uzyskane dobra w odpowiednią pracę. Vandrer spotykał się czasem, i nadal spotyka, z niezrozumieniem tego, że był zadowolony ze swojej pracy jako specjalista ds. marketingu w dużej firmie telekomunikacyjnej. Skończył przecież dziennikarstwo i komunikację społeczną oraz socjologię (na UW), jak zatem może twierdzić, że pracował zgodnie ze swoim wykształceniem?! 

Jeśli patrzymy na świat używając prostych biało-czarnych klisz uznamy, że praca w marketingu jest pracą przeznaczoną jedynie dla osób po marketingu. Zero-jedynkowe podejście. Etykietki. Świat, choć coraz mocniej uwikłany w cyferki, jest jednak analogowy a zatem skomplikowany. Na rynku pracy okołohumanistyczno-marketingowo-korporacyjno-biurowej (Vandrer nie zna lepszego określenia, chodzi mu jednak o prace nietechniczne i niefizyczne) liczą się konkretne umiejętności i kreatywność, a nie dopasowanie nazw kierunków studiów. Dlatego też Vandrer zaczął uważać, że jeśli nie jesteśmy architektem, lekarzem, budowlańcem czy fryzjerem, a więc jeśli nie mamy konkretnego zawodu z konkretnymi umiejętnościami, coś takiego jak praca w zawodzie w naszym przypadku nie istnieje. Nasz zawód jest płynny, tak jak płynna jest rzeczywistość w której przyszło nam żyć. Swoją pracę możemy oceniać zatem pod kątem dopasowania do konkretnych umiejętności, a nie zawodu jako tako.

Studia, dla osoby wykonującej taki płynny zawód, są jedynie źródłem poszczególnych umiejętności i kompetencji, a zatem treścią, a nie formą, która kształtuje człowieka w określony "produkt" - jakim jest zawodowy lekarz czy inżynier. Nie zrozumcie Vandrera źle, nie znaczy to, że takie stałe zawody są gorsze od płynnych. Są po prostu inne, i jako inne powinniśmy je ujmować, używając różnych kategorii oceny. Jedno wyjaśnienie. Masowa moda na studiowanie sprawiła, że uczelnie wypuściły tony absolwentów o roszczeniowej postawie, którzy są zdziwieni, że studia nic im nie dały. To normalne, od studiów humanistycznych można brać pełnymi garściami, ale one same z siebie niczego nam dadzą. Tacy absolwenci nijak mają się do wspomnianego wyżej wzorca H. Vandrer napatrzył się w czasie swojej uniwersyteckiej kariery (w tym roku studiów doktoranckich) na setki takich studentów. Nie oni tutaj zawinili, a system edukacji i współczesne trendy społeczne. Wróćmy jednak do pracy.

Praca w płynnym zawodzie
Czy płynny zawód Vandrera może mieć coś wspólnego z morzem?
Płynna praca w naturalny sposób wiąże się z zawodem freelancera. Do tej pory narzędziem pracy Vandrera był język, więc wyjazd do innego kraju zweryfikował jego plany zawodowe. Musi wymyślić sobie jakieś inne zajęcie dopóki nie zrozumie norweskiego na poziomie na jakim rozumieją go Norwedzy (nie jest to możliwe w kwestii w kwestii wymowy, ale zrozumienia języka i słowa pisanego tak). Kiedy już zrozumie język odzyska swoje narzędzie, może zająć mu to kilka lat. Mając narzędzie będzie mógł wykonywać dalej swój płynny zawód. Tymczasem obecnie konieczne jest znalezienie pracy w zawodzie stałym, nie wymagającym tak wysokich kompetencji językowych. Co ma robić jednak Vandrer, żeby nadal rozwijać swoje umiejętności i nie mieć poczucia straty? Frilansować, otóż to. Blog jest dziedziną w której Vandrer może uzewnętrzniać się jako sowa zwiedzająca Norwegię. Ma jednak świadomość, że słowo pisane jest potężną wartością w internecie i ma zamiar z tego korzystać. Skończył się dla niego czas patrzenia ze zdrową zazdrością na rozwijających się w internecie freelancerów, teraz na poważnie bierze się za siebie (czekajcie na link do nowej strony). Ot takie plany w związku z dniem pracy. W końcu jakąś mieć trzeba:)

Napiszcie proszę Drodzy Czytelnicy jak Wy postrzegacie kwestię pracy w zawodzie, jeśli chodzi o zawody mniej konkretne? Vandrer chętnie posłucha jak inni patrzą na tę kwestię:)

AvE!
Vandrer

Zdjęcie w tytule wyjatkowo pochodzi z Picjumbo. Darmowego banku zdjęć. 

9 komentarzy:

  1. Masz rację, że potrzebna jest zmiana sposobu myślenia. Sama jestem po polonistyce, a pracuję w branży finansowej. Myślę o zmianie branży, ale trudno znaleźć coś ściśle związanego z moją specjalnością. Trzeba być otwartym. Powodzenia z nauką języka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje zdanie jest takie, że studia nam głównie dają "papierek", a zawodu uczymy się już później w praktyce. Ja skończyłam dwa kierunki - ekonomię oraz filologię angielską. Patrząc na stosunek poświęconego na naukę czasu do przydatności nabytej wiedzy w dalszej karierze, mogę śmiało powiedzieć, że nic się na tym kierunku nie nauczyłam. To już więcej skorzystałam z tych 3 lat spędzonych na filologii.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój Tato przez 25 lat pracował w dużej firmie telekomunikacyjnej (może nawet tej samej?) i do szału doprowadzali go humaniści, nawet ci przez duże H ;)
    Ja mam zamiar mieć stał zawód (cukiernik), ale tu też jest duże pole do popisu, i żeby osiągnąć sukces, trzeba myśleć nieszablonowo i szukać w miejscach, które pierwsze na myśl nie przychodzą. Wydaje mi się, że do niemal każdego zawodu można podjeść nie- lub szablonowo, wszystko zależy od tego, czego chcemy i oczekujemy :)

    Powodzenia z językiem - ja duńskiego uczę się już pięć lat, i ciągle mi ciężko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli byli to humaniści przez małe h, jeśli doprowadzali do szału. Mniemam, że tata pracował w dziale bardziej IT niż marketingu jeśli humaniści doprowadzali go do szału. Przyznaje, że na spotkaniach z IT i wdrożeniem człowiek często nie miał pojęcia o co biega i potrzebował łopatologicznych wyjaśnień. Ale taka specyfika pracy w dużej korpo, że człowiek mocno się specjalizuje. Grunt to otwartość na wiedzę, nie trzeba jednak z marszu znać się na pracy każdego działu. Pozdrawiam tatę:)

      Uczysz się na miejscu? Czy w duńskim też to co na papierze nie ma nic wspólnego z tym co się mówi?:)

      Usuń
  4. Ja studiowałam i pracowałam jednocześnie. Ciężko było, oj ciężko. Ale już wtedy zauważyłam, że studia "zawodu" jako - takiego nie dają. Mnie dały umiejętność uczenia się i dzięki temu osiągałam sukcesy. Ale i tak ani jednego dnia nie przepracowałam w wystudiowanym zawodzie ;) Wydział prawa ;P - poszłam tam ambitnie nie mając żadnych "pleców" - okazało się, że nie ma szans na pracę bez znajomości. Teraz podobno jest lepiej, ale od skończenia studiów minęło sporo lat, więc robię różne inne rzeczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze, że coś z nich wyciągnęłaś dla siebie:) Tak sobie myślę, że zrobię osoby wpis o samej idei studiowania:)

      Usuń
  5. Jesteśmy pokoleniem, które nie potrafi długo wytrwać w jednej pracy, jednej firmie. Ciągle chcemy więcej, uczymy się nowych rzeczy i nie boimy rezygnować z jednego stanowiska na rzecz czegoś całkiem nowego. Ta "wielozawodowość" ma swoje plusy i minusy. Rynek też jest płynny i warto nabyć tę umiejętność dostosowywania się do każdej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Wielozadaniowość jest jednocześnie skutkiem i efektem. To się samo nakręca.

      Usuń

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP