poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Jak skutecznie uczyć się języka?


Znacie to uczycie kiedy zabraknie języka w gębie i człowiek musi robić miny myślą nieskażone? Vandrer zna, dlatego zdradzi Wam swój sekret jak skutecznie nauczyć się języka norweskiego.


Jak skutecznie nauczyć się języka norweskiego? To proste. Trzeba pójść do norweskiej szkoły w której norweski nauczyciel będzie mówił do Ciebie po norwesku, uczył Cię z norweskiej książki, a z innymi uczniami nie będziesz mieć wspólnego języka, poza norweskim. Vandrer wybrał taką metodę i po 4 miesiącach nauki jest w piśmie na poziomie B1. Ale wszystko po kolei...

Dlaczego było to konieczne? Ula z SenMai w swoim wyzwaniu blogowym na kwiecień poprosiła o opisanie historii z przeszłości. Vandrer wspomniał swoje momenty kiedy zabrakło mu języka obcego w gębie. Ileż to razy będąc jeszcze nieopierzoną sówką zasłuchiwał się w piosenkach, których słowa nic mu nie mówiły. Pamięta jak błagał nauczycielkę angielskiego by przetłumaczyła mu choćby refren piosenki Fix You (czasy bez powszechnego dostępu do internetu i google translate). Ileż to razy Vandrer zagadnięty przez obcokrajowca na ulicy odpowiadał jedynie miną myślą nieskażoną i wzruszeniem ramion. Pomimo, iż język angielski w teorii znał, użyć go nie umiał. Ileż razy oglądał i słuchał ludzi językami władających z podziwem i zazdrością. Jemu jakoś to nie wychodziło. Po doświadczeniu traumy germańskiej i angielskiej bierności dostał szansę na porządną naukę języka obcego.

norwegia i leśny zakątek
W tym miejscu Vandrer planuje siedzieć na głazie i dumać. Uroczy zakątek.
Mieszkając w Norwegii można funkcjonować przy użyciu angielskiego. Niestety nie da się poznać tej kultury czy ludzi bez zrozumienia ich największego skarbu każdego narodu. Języka. Dlatego dla Vandrera tak ważne było nauczenie się go szybko i porządnie. Ponad trzy miesiące chodził do lokalnej szkoły w Horten, gdzie dotarł do kresu poziomu A2, potem intensywnie uczył się sam przez 3 tygodnie (zapalenie zatok skutecznie mu w tym przeszkadzało). Aż w końcu poszedł na intervju i egzamin poziomujący do szkoły w Tønsbergu (dawnej stolicy Norwegii). Pierwsza część, czyli rozmowa z  rådgiverką (dawcą rad) o wdzięcznym imieniu Anne Elisabeth poszła mu raczej średnio więc pani po rozmowie zapisała w dokumentach "A2?" Ale potem przyszła pora na egzamin, który poszedł zaskakująco dobrze. Z części słuchania i czytania ze zrozumieniem Vandrer jest na poziomie B1, w mini rozprawce o zaletach i wadach użycia mediów społecznościowych zrobił tylko dwa błędy, a gramatykę zdał na 69% B1. Skąd zatem różnica między pierwszą a drugą częścią?

Norweski jest językiem w którym różnica między tekstem pisanym (z którym Vandrer radzi sobie dobrze), a tekstem mówionym (z którym sobie marnie radzi) jest ogromna. Vandrer zagadniony o coś czego się nie spodziewał tłumaczy sobie w głowie tekst... aż tu nagle rozmówca zadaje mu pytanie, zanim on owo tłumaczenie zakończy. Dlatego w rozmowach z Norwegami wychodzi na niemowę. Mówią, że praktyka czyni mistrza. Wszyscy doradzają, że aby szybko nauczyć się mówić musi znaleźć żywego Norwega do rozmowy. Niestety nie ma pomysłu gdzie można kupić/znaleźć takiego żywego Norwega. Będzie musiał zacząć szukać w miejscach publicznych i na różnego rodzaju warsztatach dla dorosłych. Na pewno pomoże mu w tym także nowa szkoła. 

strumień rdza zanieczyszczenia
Po drodze do nowej szkoły Vandrer znalazł ciekawy rdzawy strumyk.
Zastanawiał się czy to robota natury czy jakieś zanieczyszczenie?

Szkoła w Tønsbergu, a w zasadzie w Eiku, ma jeden przeogromny plus. Drogę do niej. Vandrer, żeby dostać się tam musi jechać ok. 45 minut autobusem, a potem przejść drogą serpentynami się wijącą przez las. Cisza, spokój, śpiew ptaków i brak ludzi. Poza chcącymi go przejechać samochodami, ideał. Vandrer wracając ze szkoły i zmierzając do niej nareszcie czuje się jak w obiecywanym niezaludnionym raju. Trwa to w prawdzie ok 10-15 minut, bo potem wychodzi na ruchliwą drogę i przystanek, ale zawsze. Cudo nastrajające pozytywnie do nauki języka. Vandrer pisał już dlaczego norweski jest taki trudny w wymowie i na pewno będzie Wam jeszcze pisał o swoich naukowych postępach i bolączkach. Tymczasem jednak upaja się widokiem drogi przez las wzdłuż której rosną zawilce i przylaszczki.

przylaszczka
O kwiatkach więcej we wpisie Norwegia wiosną, ale Vandrer nie mógł się oprzeć
by już dzisiaj pokazać Wam te cudeńka. I jak tu nie kochać drogi do szkoły
na której znajduje się takie skarby?



A Wy dlaczego zaczęliście się uczyć języka obcego? I jak wspominacie sytuacje w których brak języka okazywał się problemem?

 AvE!
Vandrer

11 komentarzy:

  1. Moim marzeniem jest nauczyć się w pełni zarówno angielskiego i norweskiego:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zauważyłam, że kiedy zaczęłam uczyć się na poważnie norweskiego i nie używałam angielskiego po krótkim czasie miałam z nim problem (z angielskim). Teraz planuje najpierw porządnie nauczyć się norweskiego, a później równie porządnie naprawić mój angielski:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi językami niestety tak jest, że nieużywane zanikają:(. Kiedyś mieszkałam przez rok w Stanach i jak wróciłam, to naprawdę nieźle mówiłam po angielsku. Wiedza teoretyczna jakoś została mi w głowie, ale jak 10 lat później szłam na filologię angielską, to musiałam w zasadzie od początku uczyć się mówić. Jakoś nigdy nie miałam sytuacji problemowej z językiem, raczej więcej takich śmiesznych ze względu na nieporozumienia językowe:).

      Usuń
  3. Świetny tekst, przeczytałam z zapartym tchem :) Jestem anglistką i staram się ułatwić ludziom komunikację w języku angielskim. Tyle, że, nie oszukujmy się, angielski jest łatwy, to pikuś w porównaniu z norweskim. Podziwiam upór w dążeniu do celu i życzę Ci samych sukcesów i świetnych nauczycieli i rozmówców na swojej drodze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Gramatycznie norweski jest prosty, ale wymowa to masakra. Może dlatego, że człowiek ma mnóstwo możliwości do osłuchania się z angielskim od małego, a norweski to język z bajki o trolach, a nie użytkowy:)

      Usuń
  4. Obecnie ze względu na moją szkołę i profil uczę się : j.polskiego, j.rosyjskiego, j. angielskiego i łaciny(!?). Przez całe życie myślałam, że nie umiem mówić po angielsku... aż do momentu wyjazdu do Włoch, gdzie to był jedyny język, dzięki któremu mogłam się dogadać. Cudów nie było, to muszę przyznać, ale mimo to dogadałam się i zazwyczaj przekazałam to co chciałam :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja angielskiego nauczyłam się w ogromnej mierze na filmach i kanałach anglojęzycznych na youtube. Osłuchanie się z jęzkiem jest bardzo ważne :) A strumyk jest cudny!

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie napisane! Przeczytałam z zapartym tchem, bo ja teraz też mam taki problem, tyle, że z niderlandzkim. Uczę się tego języka dorywczo w przerwach między sesjami, które notabene są tu częściej niż w Polsce, rozmawiam z ludźmi, ale i tak dużo łatwiej powiedzieć mi "I don't speak dutch" i przerzucić się na angielski :) Z tym językiem akurat nigdy nie miałam problemów, chłonęłam go zewsząd, a największą motywacją dało mi zgubienie młodszej siostry za granicą. W stresie w moment przypomniałam sobie wszystkie słówka, jakie znałam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za wszystkie komentarze:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam ciężkie lata w nauce niemieckiego, ale wydaje mi się, że w każdym języku, od pewnego momentu opanowania jest już tylko z górki... No i taki żywy ojczystojęzykowiec (czemu w polskim nie ma porządnego określenia na native speakera? A może ja go nie znam) jest bardzo przydatnym gadżetem... Popieram!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba rzeczywiście nie ma polskiego odpowiednika władacza językiem rodzimym.

      Usuń

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP