poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Tożsamość Vandrera i ludzki nosiciel

tożsamość Vandrera, wiosenne zawilce

Kwietniowy czas skłania Vandrera do refleksji na temat swojej tożsamości i blogowania. A może po prostu nawdychał się za dużo zawilców?




Przy okazji zeszłotygodniowego wpisu Vandrer dowiedział się, że wielu z Was Drodzy Czytelnicy, chce poznać jego historię. Została ona opisana już kiedyś tutaj, ale Vandrer nie omieszka przytoczyć fragmentu dotyczącego jego dzieciństwa.
Przyszedł na świat pod dachem pewnej fabryki w Indonezji, nigdy jednak nie poznał swojej matki. Wraz z innymi mu podobnymi sówkami został adoptowany przez szwedzkich rodziców, którzy wywieźli go do Polski i porzucili w Krakowie. Przez jakiś czas mieszkał w metalowym koszu wśród innych pluszowych stworzeń, aż znalazłam go ja [przyp. ludzki nosiciel]. Mimo, iż mieszkałam wtedy w Warszawie los sprawił, że trafiłam tego dnia do krakowskiej IKEI. Pochyliłam się nad losem tego samotnego stworzenia. Kiedy wyjechałam do męża do Norwegii zabrałam go ze sobą aby dalej mógł zwiedzać świat. 
Historia ta została spisana przez ludzkiego nosiciela Vandrera, czytaj pomocnika. Dla ścisłości pomocniczkę, bo to ona. Zwie się Analogowa Sowa. Jak wielu super bohaterów czy geniuszy, którzy mimo posiadania niezwykłego umysłu dysponują wątłym ciałem, Vandrer potrzebuje czasem pomocy zwykłego człowieka. Nie wyobrażacie sobie jak ciężko pisać na klawiaturze jeśli ma się jedynie pluszowe skrzydełka. Twarde i giętkie palce ludzi są do tego znacznie lepiej przystosowane. Komunikacja miejska czy loty samolotem też nie są dostosowane dla pluszowych sów wędrownych dlatego Vandrer potrzebował pomocy. W tym motorycznej, stąd nazwa nosiciel. Dobrze, że los zesłał mu wybawicielkę, kiedy tak dumał smętnie nad swoim losem pluszaka z IKEI. Jak wygląda ludzka nosicielka Vandrera możecie zobaczyć poniżej.

Vandrer
Vandrer siedzi nad morzem i rozmyśla nad życiem wraz ze swoją ludzką nosicielką.
Vandrer dyktuje pomocniczce bloga w trzeciej osobie dlatego, że w ten sposób nikt nie będzie miał wątpliwości co do autorstwa wpisów. To w końcu blog Vandrera, co widać na każdym kroku. Czasem ludzka nosicielka opowiada Vandrerowi, o tym jak jest zaczepiana na chodniku i słyszy komentarze typu - Ale super bloga piszesz. Wtedy skonfundowana musi tłumaczyć, że to nie ona pisze tylko Vandrer, bo to jego blog. Kiedy Vandrer pisał w pierwszej osobie i używał rodzaju męskiego na blogu panował lekki zamęt, dlatego konieczne było wprowadzenie trzeciej osoby. Teraz czytelnik nie ma wątpliwości z kim ma do czynienia. Jest konsekwentnie i to Vandrera cieszy. 

O tym czym jest dla niego blogowanie Vandrer pisał już dla Was w środę. Może jedynie dodać, że te wszystkie rzeczy, które pozornie wydają się jedynie dawaniem są jednocześnie braniem. Dlatego Vandrer do szczęścia niczego więcej nie potrzebuje.

AvE!
Vandrer

6 komentarzy:

  1. Sorry Vaderku, teraz już wszystko jasne, nie mam więcej pytań! ;) Buziaki dla Nosicielki! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale z Vandrera mała sówka! Teraz dopiero widać co to za drobinka:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pluszowe sowy wędrowne nie rosną niestety do zaskakujących rozmiarów. Ale są za to zaskakująco dzielne i rozsądne:)

      Usuń
    2. To jest na pewno ważniejsze niż duży wzrost:).

      Usuń
  3. Zaintrygowała mnie jeszcze bardziej pluszowa sowa wędrowna ;)

    OdpowiedzUsuń

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP