niedziela, 24 maja 2015

Eurowizja to dno i 100 metrów mułu... z ostrygami

Eurowizja to dno i 100 metrów mułu

Na Eurowizji nie ma ani jednej dobrej piosenki. Państwa tworzą kółka wzajemnej adoracji i głosują regionalnie. Tymczasem sędziowie osiągnęli szczyty w głosowaniu poprawnym politycznie, a organizatorzy traktują kobietę z brodą jak bożka. Oglądanie Eurowizji to chyba masochizm, bo czy w mule można znaleźć perły?



Wczorajszy finał zasmucił Vandrera, który szczegółowo przyglądał się tegorocznej Eurowizji. Powodów do smutku i napisania tego tekstu jest wiele. Zarówno drobnych, takich jak wysokie miejsce Izraela/Serbii czy Rosji. Jak i znacznych, takich jak toporne promowanie Conchity i podrasowywanie piosenek w stronę poprawności politycznej (zajmowanie się "modnymi tematami"). Przykładem niech będzie to co na scenie wyprawiała Litwa, lub polityka organizatorów pokazujących mnóstwo par jednopłciowych obecnych na widowni. Sławetni sędziowie potrafią nieźle przeważyć głosy na rzecz poprawnych politycznie piosenek, zwłaszcza jeśli agitacja okołokonkursowa jest silna. Polska wpisała się w tę szopkę idealnie, wysyłając niepełnosprawną artystkę wyjącą na siłę po angielsku, tylko dlatego, że tak łatwiej było wyłożyć hasło konkursu "Budujemy mosty" w tekście piosenki. Po co to komu było, czyż nie wystarczyło ładnie zaśpiewać polskiej, o niebo lepszej, wersji? (W dodatku Vandrerowi jest wstyd świadectwem jakie wystawiła Polsce Ola Ciupa dukająca po angielsku wyniki polskiego głosowania). 

Vandrer był pierwszym, który bronił ubiegłorocznego występu Austrii jako piosenki eurowizyjnie doskonałej. Ale w tym roku, wyskakująca z każdego kąta Conchita, zaczęła go irytować. Nigdy nie było konkursu na którym organizatorzy tak mocno promowaliby zeszłorocznego zwycięzcę. Dlaczego to zrobiono? Bo Conchita to nie tylko piosenki, i nowa płyta, którą trzeba zareklamować, ale idea, która stoi za artystką. Vandrer lubi subtelne sugestie, lubi jak każdemu po równo i według jego potrzeb, ale nie lubi jak ma się go za idiotę. - Dlaczego wybrałaś akurat te piosenki, ze swojej nowej płyty? - Dziękuję, że o tym wspomniałaś, rzeczywiście wydaje nową płytę. - Hahahah... rzyg. Organizatorzy tak mocno skupili się na Conchicie, że położyli stronę techniczną konkursu. (Choć za pomysł z montażem fanowskich filmów pochodzących z social mediów należą się brawa).

Jaki jest sens obstawiania eurowizyjnego głosowania jeśli wszystkie kraje wchodzą w kółka wzajemnej adoracji i głosują na siebie nawzajem? Nadal wiele krajów lubi głosować zgodnie ze swoimi preferencjami geopolitycznymi, ale... dzięki wprowadzeniu systemu sędziowskiego pół na pół, wpływ tych tendencji osłabł. Niestety wciąż nie są zaskoczeniem (przykładowo) wysokie noty Cypru dla Grecji, Białorusi dla Rosji, Norwegii dla Szwecji czy niemal zerowe wyniki państw wielkiej piątki. Drugie miejsce dla Rosji załamuje Vandrera jednak z zupełnie innego powodu. Na pewne piosenki, właśnie z powodów politycznych, głosować się nie powinno. Rosyjski prezenter, który z bananem na twarzy, mylnie przekonany o wygranej Rosji, witał widzów od - Mateczki Rosji, przyprawił Vandrera o dreszcz. Tak czy siak to najmniejszy problem Eurowizji, o ile poprawia się ogólny poziom piosenek. I tutaj przechodzimy do najcięższego zarzutu osób krytykujących konkurs:

Na Eurowizji nie ma ani jednej dobrej piosenki! To dno i szopka! Czy Ty w ogóle nie masz gustu!

Zakrzykną zgodnie przeciwnicy Eurowizji i spojrzą na Vandrera z pogardą. Mają prawo, przecież wysłuchali wszystkich piosenek, więc mogą się wypowiedzieć o ich poziomie. Zaraz, obejrzeli wszystkie? A może ani jednej? I tutaj zaczyna się problem, który irytuje Vandrera najmocniej. Tysiące ludzi powtarzają jak mantrę - Eurowizja to dno, nie ma tam nic ciekawego - pomimo, iż nie wysłuchali, żadnej, ale to żadnej piosenki. Nie znam się to się wypowiem - tak nazwa się jednostka chorobowa, która się w tutaj ujawnia. Często występuje z inną - skoro mi się nie podoba, to innym też nie może. Jest tu jakaś osoba cierpiąca na te objawy? Vandrer wyjaśni, że Eurowizję ogląda co roku od 100 do 600 milionów widzów na całym świecie. Żadna impreza muzyczna czy kulturalna nie ma takiej widowni, a konkurs trwa nieprzerwanie od 60 lat. Niezłe wyniki, jak na konkurs dla kompletnych debili nie mających gustu muzycznego. Dlatego Vandrer prosi o to aby nie gardzić gustem innych. Udzieli Wam za to odpowiedzi na frapujące Was pytanie: 

Dlaczego na Eurowizji nie ma ani jednej dobrej piosenki?

Bo nie ma czegoś takiego jak dobra piosenka, która zadowoliłaby wszystkich!  Jaki jest sens w wyśmiewaniu przez zwolennika death metalu, festiwalu country? Jakie prawo do wyśmiewania oglądających punkrockowe show mają wielbiciele muzyki klasycznej? Żadne. Ludzie mają różny gust muzyczny i należy to uszanować. De gustibus non est disputandum. Nie ma muzyki, która zadowoli wszystkich. Zamiast z pogardą oburzać się na Eurowizję, lepiej wyjaśnić: nie oglądam, bo to nie piosenki w moim guście. Nie chcesz oglądać, ok. Idź w pokoju.

Gdyby ktoś żył w niewiedzy, Vandrer wyjaśni lepiej czym jest Eurowizja. To konkurs piosenki organizowany przez publicznych nadawców telewizyjnych. Jest to zatem konkurs piosenek festiwalowych, czyli takich które dobrze sprzedadzą się w telewizji. Eurowizja musi zatem bazować na zasadach i emocjach, którymi kieruje się telewizja (ze swoją nadrzędną funkcją rozrywkową). Nie jest to więc konkurs na najlepszą piosenkę na świecie, ale na najlepszą piosenkę Eurowizji. Takie postawienie sprawy wymusza pewien typ konkursowych propozycji. Dlaczego Cypr znalazł się na 22. miejscu pomimo, iż miał świetną piosenkę? Dlatego, że jak zauważył Artur Orzech - Za dobra ta piosenka jest, nie przystaje do Konkursu w sensie ballady. Czy zatem Eurowizja skazana jest na kicz? Niekoniecznie. Część piosenek to tzw. - klasyczne eurowizyjne przebieżki... zaczyna się balladą kończy w dyskotece - (A. Orzech o Serbii). To one dodają Eurowizji nieco eurowizyjności. Jak to jednak mają w zwyczaju przyprawy, występują w mniejszości. Większość to - artyści myślący, którzy próbują zwrócić uwagę na piosenkę. Przaśność już dawno nie jest w modzie. 

Co zatem liczy się na konkursie? Piosenka, wygląd i show - to składa się na to czy publiczność zapamięta wykonawcę i zagłosuje. Co liczyłoby się gdyby to był konkurs nadawców radiowych? Wyłącznie piosenka! Ale to nie jest konkurs nadawców radiowych. Odpowiadając na zarzut, że Eurowizja to dno, bo piosenek nie puszczają w radiu Vandrer powie tak. To co puszczają w radiu pochodzi głównie z USA/WB lub ma w teledysku cycki/gołe dupy (piosenki puszczane w tv muzycznych). Jeśli to ma być wyznacznik dobrej muzyki to Vandrer pasuje. Eurowizja to szansa na przebicie się dla regionalnych wykonawców z poszczególnych europejskich krajów. I chwała za to światu, że jest taki konkurs, bo Vandrer nie poznałby nigdy wielu wykonawców, którzy szans w mainstreamie nie mają. 

Po co zatem Vandrer ogląda Eurowizje skoro uważa ten konkurs za dno i sto metrów mułu? 

Bo dno i muł mają to do siebie, że mogą tam mieszkać ostrygi. A te  z kolei ukrywają w sobie perełki. Vandrer rozumie, że nie każdy lubi grzebać się w błocie dlatego przedstawi listę piosenek, które jego zdaniem mogą spokojnie funkcjonować poza eurowizyjnym konkursem. Żeby było jeszcze łatwiej podzielił je na gatunki.

Ballady dla par: Estonia, NorwegiaWłochy

Ballady samotników: Cypr, Francja, Albania, Austria, GrecjaAzerbejdżan,

Oryginalne melodie: Belgia, Łotwa, Niemcy

Pieśni do zabawy: Słowenia, Szwecja (zwycięzca), Australia

Dla lubiących odrobinę patosu: Rumunia, Rosja, Polska (wykonanie polskie), Węgry,

Pozostałe piosenki zbyt mocno utrzymane są w duchu festiwalowym by można było słuchać ich poza eurowizyjną sceną. 

To jak, daliście się przekonać sowie, że czasem warto pogrzebać w mule?

AvE!
Vandrer

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP