czwartek, 7 maja 2015

Eurowizyjny kufer: Z czym to się je?

Eurowizyjny kufer Musa Strövy Eurowizja 2015

Eurowizja przypomina wielką szkatułę lub stary kufer wypełniony po brzegi sztuczną biżuterią, świecidełkami i nieco przykurzonym blichtrem. Jednakże w takim kufrze z bezwartościowymi błyskotkami i szkiełkami, także można znaleźć prawdziwe perły. Zajmie się tym dla Was Muse Ströva, który od tej pory na blogu, swoim skandynawskim uchem, będzie dla Was wyłapywał godne usłyszenia piosnki, pioseneczki i piosenki (nie tylko te eurowizyjne).

Finał Konkursu Piosenki Eurowizji zbliża się wielkimi krokami. Już 23 maja w Wiedniu dowiemy się, który kraj zostanie w tym roku królem europejskiej muzyki scenicznej. Skandynawowie uwielbiają ten konkurs i trzeba im przyznać, że zazwyczaj mają na nim mocną reprezentację. Muse przybliży Wam dzisiaj nieco samą ideę konkursu i jego dotychczasowe ulubione piosenki. Zamieszcza także plan tego czym zajmie się w następnych postach.

          07/05 - Eurowizyjny kufer: Z czym to się je?
          21/05 - Eurowizyjny kufer: II półfinał - faworyci Musa
          22/05 - Eurowizyjny kufer: II półfinał - komentarz po
          23/05 - Eurowizyjny kufer: Finał - Zaczynamy show!
          24/05 - Odkładamy eurowizyjny kufer z powrotem na półkę

Dlaczego?
Kiedy Muse mówi komuś o swojej fascynacji Eurowizją, najczęściej słyszy: kto to jeszcze ogląda? To chłam! Targowisko próżności! Nie szkoda Ci czasu? I setki podobnych opinii. Muse nie lubi generalizowania, a szczególnie generalizowania w przypadku muzyki. Eklektyzm jest słowem, które najlepiej oddaje jego gust muzyczny. Dlatego różnorodny i zaskakujący konkurs piosenki jest tym czego potrzebuje do uzupełniania kolekcji swoich muzycznych odkryć. Czym jest zatem Eurowizja? Źródłem czystej radości płynącej z muzyki. Inny powód dla którego łoś co roku ogląda konkurs, to orzech. Nie byle jaki, bo Artur Orzech. Najgenialniejszy komentator imprez kulturalnych w historii polskiej telewizji. Kropka. 

Konkurs Piosenki Eurowizji
Pierwszy konkurs odbył się w 1956 r. Szacuje się, że ten najpopularniejszy z najstarszych programów telewizyjnych na świecie, jest oglądany przez 100 do 600 milionów widzów na całym świecie. Do 1998 r. o tym, kto zwycięży decydowali profesjonalni sędziowie z poszczególnych krajów, później przez 10 lat los występujących leżał jedynie w rękach, a raczej telefonach widzów. Na szczęście od 2008 r. na powrót do oceniania powrócili sędziowie, z tym, że ich głosy i głosy widzów krajowych dzielą się na połowę. Dzięki czemu zdaniem Musa podniósł się poziom konkursowych piosenek. 
Kto wygra organizuje w następnym roku konkurs u siebie (jeśli nie może, konkurs organizowany jest w Wielkiej Brytanii). Dlatego po zeszłorocznym zwycięstwie Austrii tegoroczny konkurs odbywa się w Wiedniu. Tegorocznym hasłem konkursu jest Budowanie mostów (równouprawnienia na wszelkich możliwych płaszczyznach). Równouprawnienie zaszło tak daleko, że w tym roku w konkursie debiutuje Australia. Nie pytajcie co ma wspólnego z Europą:) Jeśli chodzi o szczegółowe informacje dotyczące konkursu Muse odsyła Was do trzech miejsc:
  1. Bogatej notki na Wikipedii.
  2. Listy dotychczasowych zwycięzców.
  3. Strony polskiego Stowarzyszenia Miłośników Konkursu Eurowizji OGAE Polska 


Czym Eurowizja zachwyciła Musa do tej pory
Eurowizja dała światu ABBĘ, Céline Dion czy Julio Iglesiasa.  Jednym artystą, który wygrał konkurs dwa razy był Johnny Logan reprezentujący Irlandię. Pan musi znać się na rzeczy, bo dodatkowo stworzył jeszcze jedną piosenkę, która wygrała konkurs. Coś w tym jest bo Irlandia jest krajem, który wygrywał Eurowizję najwięcej razy. Nie jest to jednak kraj, który jakoś szczególnie emocjonuje Musa. Jego ulubieni reprezentanci zazwyczaj pochodzą z: Estonii, Islandii, Włoch, Norwegii i krajów niemieckojęzycznych (w każdym konkursie jest reprezentant kraju niemieckojęzycznego, który podoba się Musowi). Ku rozpaczy Musa kraje nie mają już obowiązku śpiewania w swoich ojczystych językach, a szkoda. Łoś ma na swojej Eurowizyjnej playliście szereg piosenek, które towarzyszą mu do dziś.

2006 - Finał w Atenach: 
Rosja: Never Let You Go Dimy Bilana, było pierwszą eurowizyjną piosenką, która zagościła w sercu Musa na dłużej niż miesiąc po konkursie. Dima urzekał wtedy sceną z fortepianem. Nie wygrał, pokonany przez (kontrowersyjny i postępowy jednocześnie) występ Lordi. Dwa lata później za pomocą gorszej piosenki zdobył jednak dla Rosji upragnione zwycięstwo. Muse dawno nie słucha już Dimy, ale sentyment pozostaje.

2009 - Finał w Moskwie:
Norwegia: Aleksander Rybak sprawił wtedy, że wszyscy uwierzyli w jego Fairytale. Zdobył on największą w historii konkursu liczbę punktów. Muse kocha go do tej pory i słucha wielu jego piosenek. Przyznawać się czy jest tu ktoś kto nie dał mu się zauroczyć?

Islandia: Drugie miejsce zajęła wtedy islandzka Jóhanna (Yohanna) pytająca o prawdę w utworze Is it true?. Muse od czasu do czasu słucha sobie tej prostej, acz wzruszającej piosenki. Ostatnio wyłapał nawet głos wokalistki w norweskim radiu.

Estonia: Najważniejszą piosenką, którą Muse usłyszał w 2009 r. była kompozycja Urban Symphony opowiadająca o Rändajad, czyli wędrowcu. To wtedy Muse zakochał się w tym dziwacznym języku, który urzekł go swoją twardością. Zupełnie inny od słowiańskiego szelestu, krył w sobie tajemnicę i mrok. Wtedy to łoś postanowił, że kiedyś nauczy się estońskiego. Może jak już opanuje norweski? 

2010 - Finał w Oslo:
Niemcy: Bezapelacyjnie Lena rozgromiła wtedy swoich konkurentów śpiewając piosenkę szalenie pozytywną i radosną. Jej Satellite podbiło serca widowni. 

2011 - Finał w Berlinie:
Bezbarwny niemiecki finał wygrał duet z Azerbejdżanu - Eldar & Nigar ze standardową eurowizyjną piosenką Running Scared. Nic specjalnego. Wielka Brytania zaszalała wysyłając stary boysband Blue śpiewający eurowizyjną do bólu piosenkę.

Francja: Francuzi, którzy ostatnimi laty robią sobie na Eurowizji głównie jaja, wystawili wtedy piosenkę, która była cudnie odmienna. I w sumie jako jedyna warta zapamiętania. Amaury Vassili swoim aksamitnym głosem wyśpiewał Sognu. Zbyt ambitnie jak na ówczesną Eurowizję. Ale Muse zapamiętał.

2012 - Finał w Baku:
W Baku wygrała Szwedka Loreen, której euforia do tej pory śni się Musowi po nocach. Jako koszmar. Piosenka potworek, ale podchwycona przez staje radiowe trwa do dziś w eterze. 

Włochy: Na szczęście nastrój Musa uratowała wtedy Nina Zilli, śpiewająca o miłości która jest kobietą - L'Amore È Femmina. Muse zainteresował się wówczas Włoszką i odkrył piosenkę 50 milla, która trafiła na listę jego ulubionych piosenek ever. Nina jest cudna! 

Niemcy: Muse zwrócił także uwagę na młodziutkiego Romana Loba, który ujmująco zadeklarował - I'm Standing Still. Piękna i delikatna piosenka. Miliard razy lepsza od szwedzkiej, ale Eurowizji nie wygrywa się samym staniem, a robieniem show. 

2013 - Finał w Sztokholmie:
Wygrany przez Danię. Emmelie De Forest i jej Only Teardrops to szczerze powiedziawszy piosenka lekko szamańska i mocno eurowizyjna. Nie zachwyciła Musa.  

Malta: 2013 był jednak cudnym rokiem zapowiadającym poprawę jakości konkursu. W finale pojawił się przeuroczy Gianlucca Bezzina, śpiewający o jutrze - Tomorrow. Jego uśmiech topił każde serce, ale Malta niestety nie wygrała. Muse poleca tę piosenkę na każdy deszczowy dzień. Skutecznie podnosi poziom endorfin.

Francja: Francję reprezentowała wtedy Amandine Bourgeois z piosenką L'Enfer Et Moi. Przyzwoicie, ale Francuzka oczarowała Musa dopiero później piosenką Incognito śpiewaną z Murrayem Jamesem. Powalająca!

Grecja: zaskoczyła wówczas piosenką z darmowym alkoholem od Koza Mostra & Agathon Iakovidis. Alcohol is free to radosna pieśń.

Islandia: podeszła tymczasem do tematu delikatnie. Eyþór Ingi Gunnlaugsson wyśpiewał swoją balladę  Ég á Líf. Muse nie potrafi tego wypowiedzieć, ale co tam. Piękne.

2014 - Finał w Kopenhadze:
Niemcy: Zeszły rok był wyjątkowo obfity. Faworytką Musa była Polka reprezentująca Niemcy. Elaiza była cudna, ale nie na tyle by wygrać ze swoją piosenką Is it right!. Śpiewając na żywo gdzieś przygasła, choć piosenkę miała przepiękną. Jej tekst zachwycał.

Norwegia: Carl Espen opowiedział o swojej cichej burzy. Silent Storm jest piosenką, która pozostała chyba w Musie najdłużej. Uwielbia jej słuchać. 

Holandia: Niby nic, a jednak wiele. Holenderscy The Common Linnets - śpiewali muzykę drogi Calm After The Storm. Czyli cisza po norweskiej wewnętrznej burzy Carla.

Szwajcaria: Kiedy niebo po burzy się uspokoiło można było zobaczyć Sabaltera polującego na gwiazdy. Hunter of Stars miało to co łosie lubią najbardziej. Gwizdanie. Jest gwizdanie jest radość!

Dania: Tymczasem uosobieniem czystej radości była piosenka Basima. Cliché Love Song upewniło Musa w przekonaniu, że nigdy nie oglądał tak cudnego finału! Świetne piosenki.

Austria: Wygrała Conchita mająca piosenkę idealnie wręcz pod eurowizję skrojoną. W konkursie liczy się nie tylko wokal, ale także występ jako całokształt. Austriackiej drag queen należało się zwycięstwo. Co by nie mówić o związanych z nią kontrowersjach, Rise like a Phoenix to piosenka doskonała jeśli chodzi o konkurs w którym brała udział.

Muse musi wspomnieć jeszcze o punkowej Islandii, która jakoś nie utknęła mu w pamięci, ale była bardzo dobrą piosenką. Armenia także miała w sobie jakiś hipnotyczny urok. Włochy także nie zawiodły Musa, ale na żywo wypadły dużo gorzej. Piosenka była energetyczna, ale nie nadawała się do codziennego słuchania. Za dużo blichtru.

Podsumowując belgijski finał Muse może stwierdzić, że Eurowizja powstała z popiołów i co ważne tendencja ta utrzymała się przy tegorocznych piosenkach. Zobaczymy jednak co uczestnicy zaprezentują na scenie, bo jak już Muse wspominał występ jest bardzo ważny. Słaby występ może powalić nawet najlepszą piosenkę, jak to miało miejsce w zeszłym roku w przypadku Elaizy. W finale jest 25 uczestników, trzeba dać się zapamiętać.

AvE!
Muse




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP