poniedziałek, 22 czerwca 2015

50 twarzy biblioteki, czyli wyprowadź książkę na spacer

Biblioteka - wyprowadź książkę na spacer

Jest miejsce w którym można zaprzyjaźnić się z książką bez ryzyka rujnowania kieszeni. Biblioteka. W związku ze Świętem Wolnych Książek warto wypożyczyć książkę i zabrać ją na spacer, np. nad morze. Tako czyni Vandrer i przeraża się, że polskie szkolne biblioteki może wkrótce zalać fala literatury pokroju 50 twarzy Greya.


Biblioteka, była jedną z pierwszych instytucji do której samodzielnie udał się Vandrer po przyjeździe do Norwegii i rozpoczęciu kursu językowego. Pani bibliotekarka była zaś pierwszą Norweżką na której sówka ćwiczyła swoje nowo nabyte umiejętności językowe. Zamiast o zwracaniu książek (levere) Vandrer mówił do niej z uporem maniaka o wątrobie (leveren). Na szczęście kobieta była dzielna i sówce udało się założyć kartę biblioteczną po norwesku:) Sukces był tym większy, że cyfrowa karta uprawnia go do wypożyczania książek w całej Norwegii. Vandrerowi taki uniwersalny system bardzo przypadł do gustu. Kurs językowy się skończył, więc Vandrer będzie chodził teraz do biblioteki w celu wypożyczania dzieł bardziej poczytnych, mniej naukowych. Z radością wyprowadzi je na spacer nad morze. Więcej o tym w czwartek.

Na tym być może zakończyłby się dzisiejszy post, gdyby Vandrer nie wyczytał w pewnej gazecie, jakie są wyniki ankiet dotyczących książek jakie powinny (nie obowiązkowo) zostać zakupione przez polskie szkolne biblioteki. Istnieją podejrzenia, że wydawnictwa mocno zamieszały w ankiecie przeprowadzanej przez MEN i w efekcie wygrała książka "Tosia i Pan Kudełko" mówiąca o jedzeniowych dylematach i weganizmie. Vandrerowi jakoś nie chce się wierzyć, że dzieci chciałyby o tym czytać. Ale nie w tym rzecz, bo pozycje, które znalazły się w rankingu MEN są nadal dostosowane do wrażliwości dzieci i coś tam w sobie mają (traktują o wartościach, choćby tych odżywczych). Bardziej zszokowały Vandrera wyniki drugiej ankiety przeprowadzonej na uczniach na zlecenie "Biblioteki w szkole". Wśród kultowych pozycji, jakie z chęcią i pożytkiem czytają dzieci takie jak klasyczne baśnie Andersena, książki Lewisa czy Dzieci z Bullerbyn i Harrego Pottera czy nowości wydawniczych pokroju Gwiazd naszych wina, znalazła się bowiem książka, która Vandrera przeraża. "50 twarzy Greya" - sówka zastanawia się co licealiści (to ich wybór) widzą ciekawego czy wartościowego dla siebie w tej pozycji? Jeśli coś widzą, to Vandrera jest przerażony. I jednocześnie wcale go to nie dziwi. Nie dlatego, że zabrania komukolwiek czytać tej serii (co kto lubi), ale dlatego, że młodzież chce kształtować swoją wrażliwość na tego typu literaturze. Literaturze pisanej bardzo małą literą. Obok wątpliwych treści poznawczych, książka razi stylem i w opinii wielu seksistowskim podejściem. Vandrer wie, że świata nie zmieni i cycki i gołe dupy w teledyskach i przemyśle rozrywkowym być obecne muszą, ale plusz mu dębem staje na myśl, że takie treści docierają już do szkolnych bibliotek. Niby wybór dzieci, ale warto byłoby im wskazywać ambitniejsze dzieła na początek. Potem niech czytają co chcą. Najpierw jednak warto kształtować w nich stabilny kręgosłup moralny.

Co myślicie na ten temat? Czy młodzież powinna mieć pełną dowolność w ty temacie? Czy może szkoła powinna dbać o to by gusty młodzieży nie wyrównywały się naturalnie w dół? Czy chcecie by Vandrer napisał więcej na temat szkolnych lektur (tym razem tych obowiązkowych)? Sówka musi zbadać najpierw jak się rzeczy mają w Norwegii. 

AvE!
Vandrer

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP