czwartek, 25 czerwca 2015

Jak skutecznie uczyć się języka, który nie istnieje?

Skuteczna nauka języka poprzez czytanie


Pamiętacie moment, kiedy po raz pierwszy ktoś powiedział, że to w co święcie wierzyliście do tej pory jest nieprawdą? (Pluton jest planetą, koniec i kropka). Vandrer miał tak ostatnio, kiedy na zakończenie kursu norweskiego na poziomie B1 dowiedział się, że język norweski... nie istnieje.


Tak, nie przesłyszeliście się (przeczytaliście się?). Coś takiego jak język norweski mówiony nie istnieje (o poradę zapytajcie najbliższego językoznawcy). Jak to się stało? Żeby to zrozumieć trzeba najpierw poznać pokrótce pokraczną historię Norwegii.

Królestwo Norwegii było przez kilkaset lat częścią Dani. Stało się tak dlatego, że w trakcie epidemii Czarnej Śmierci w Norwegii umarli ludzie, którzy umieli: czytać, pisać i byli ówczesną elitą. Zagubiony kraj poszedł po pomoc i króla do Dani i tak sobie żyli radośnie w unii. Duńczycy dali im szkołę i pismo. Aż przyszedł dzień, w którym Napoleon przegrał i Duńczycy, którzy mu pomagali za karę utracili Norwegię na rzecz Szwecji. Nie trzeba dodawać, że Norwedzy miłością do Szwedów nie pałają, ale między tymi narodami występuje jakiś ciekawy związek (nie nienawiść, ale też nie uwielbienie. Vandrer musi to kiedyś zrozumieć). Był już wiek XIX, więc Norwedzy, którzy w tzw. między czasie rozwinęli się dzięki pomocy Danii i używaniu ichniejszego pisma, napisali sobie w 1814 r. konstytucję (17. mai - Święto konstytucji to największe święto w Norwegii). A niemal sto lat później Szwedzki pozwolili im pójść w cholerę i uzyskać niepodległość. W XIX w. pojawili się zmyślni Norwedzy, którzy stwierdzili, że dobrze byłoby mieć swój własny język pisany. Troszkę w myśl zasady: Norwedzy nie gęsi, swój język mają. I tak po próbach i błędach zapisano duńskim alfabetem, to jak Norwedzy mówili do tej pory. Co z tego wyszło? Bokmål, czyli oficjalny język pisany stosowany w Norwegii, który różni się od duńskiego, choć ma ten sam alfabet. Jak to się ma do Szwedzkiego zobaczcie w tym komiksie. (Tutaj natomiast Vandrer wyjaśnia, jak czytać diabelskie norweskie samogłoski). Ale, żeby nie było tak pięknie,  przyszedł Ivar Aasen, który objechał całą Norwegię, posłuchał tysięcy dialektów i skodyfikował, oparty na dialektach, język nynorsk. Dla większości władającej bokmålem słabo zrozumiały, ale stosowany przez pewien procent Norwegów. (Coś jak u nas język kaszubski?) No dobrze powiecie, czyli jakiś język mają. Vandrer cały czas pisze tu o języku pisanym, co zatem z tym mówionym?

I Norge finnes det ikke noen norm for hvordan man skal snakke. Det vanlige er at folk snakker sin lokale dialekter - czyli w wolnym tłumaczeniu: nie istnieją normy wymowy języka norweskiego. Zasadą jest, że ludzie posługują się swoimi lokalnymi dialektami. Jeśli więc zwrócimy uwagę na to jak wielkim krajem jest Norwegia i jak to (dawniej bardziej, obecnie mniej) skupiska ludzkie były od siebie oddalone, zobaczymy, że w kraju tym mamy tysiące różnych dialektów. Nawet w większych skupiskach ludzkich występują poddialekty (Vandrer mieszka w mocno zaludnionym województwie). Każdy tutaj mówi jak chce, Norwedzy nie przykładają wagi do tego jak wymawiają słowa i robią to w sposób dość niedbały. Choć melodyjność tej mowy zostaje zachowana. 

Kiedy Vandrer dowiedział się tego wszystkiego, najpierw był w szoku: CZEGO ON SIĘ WŁAŚCIWIE UCZYŁ PRZEZ 7 MIESIĘCY??? A potem przyszło ukojenie. To dlatego nadal czasem nie rozumie najprostszych zdań wypowiadanych do niego przez przygodnych Norwegów i jednocześnie nie ma już większego problemu z czytaniem książek po norwesku czy mówieniem w tym języku (tubylcy go rozumieją). Choć to pozornie sprzeczne, wcale takie nie jest, jeśli weźmiemy pod uwagę, że język pisany jest jeden (łatwy, logiczny i przyjemny), a skodyfikowany język mówiony (sposób wymowy) nie istnieje. Czy znacie jakieś języki, które funkcjonują na podobnej zasadzie?

Mimo tych trudności Vandrer nie poddaje się w nauce tego języka. Zakończył właśnie kurs norweskiego i teraz przechodzi na system nauki, który sam sobie opracował: OGLĄDANIE/SŁUCHANIE, CZYTANIE i GRAMATYKA (czasowniki). W tej kolejności.  Ma on nadzieję, że to skuteczna metoda nauki języka. Sówka chce się osłuchać z językiem stosowanym w radiu  (nawet tam prezenterzy mówią, każdy po swojemu, ale całkiem podobnie) czy w telewizji i filmach. Ma nadzieje, że dzięki temu będzie lepiej rozumieć co do niej mówią, i sama zacznie lepiej akcentować wyrazy (w tym języku jest to kluczowe). Co zaś się tyczy czytania książek, ma to dać Vandrerowi moc panowania nad słowem pisanym, którą to uwielbia. 

Pomijając baśń o trolach, pierwszą przeczytaną przez Vandrera norweską książką jest Anna autorstwa Josteina Gaardera. Gaarder jest jednym z ulubionych pisarzy Vandrera dlatego, aż przebierał on skrzydłami na myśl, że będzie mógł przeczytać go w oryginale. Sówka dzielnie przebrnęła przez 220 stron opowieści o środowisku oraz zniszczeniach klimatu i Ziemi, jakich dokonał człowiek. I choć Vandrer nie rozumiał wszystkich słów, to zrozumiał sens narracji prowadzonej z punktu widzenia 16 letniej Anny. Dziewczyna dzięki snom potrafi przenieść się kilkadziesiąt lat w przyszłość i poznać losy swojej wnuczki, która również nie godzi się na sposób w jaki ludzkość traktuje środowisko naturalne. Do tego mamy wielbłądy mieszkające na opuszczonej norweskiej stacji benzynowej - Gaarder w czystej postaci. Vandrer poleca, również po polsku.

Karty: 4 Kier, 6 Kier, 9 Kier, Król Kier, 3 Pik, 8 Pik, Król Pik, 9 Karo, Król Karo, Dama Trefl. (Więcej o karcianym wyzwaniu książkowym).


Podzielcie się proszę z sówką swoimi sposobami na naukę języków obcych. Vandrer jest teraz chłonny jak gąbka (czy też jak plusz) jeśli chodzi o naukę i nowe sposoby na nią:)


AvE!
Vandrer

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP