czwartek, 30 lipca 2015

Bank DNB wyręcza Norwegię w dyskryminacji imigrantów zarobkowych

Bank DNB wyręcza Norwegię w dyskryminacji imigrantów zarobkowych

Chcesz zachować opinię przyjaznego i socjalistycznego kraju, a jednocześnie masz już dość imigrantów? Poproś narodowy bank, żeby dyskryminował ich za Ciebie. Vandrer odkrył spisek wart tryliony koron!


Sprawca
DNB Bank to największy norweski bank, będący częścią grupy kapitałowej DNB obracającej trylionami (tak trylionami) koron, a wartej samej w sobie jedynie biliony NOK. To więcej niż ma pieniędzy monopol i eurobiznes razem wzięte, zatem Vandrer nie wdaje się więcej w cyferki, bo zabrakło mu liczydła. 


Mocodawca
Przyjazne człowiekowi, łosiom i wszelkiej maści równościom państwo norweskie. Nieprzyjazne pluszowym sowom wędrownym. Vandrer w świetle norweskiego prawa nie może nic zdziałać dlatego o pomoc poprosił swoją ludzką nosicielkę. Do tej pory nie miała ona bowiem żadnych problemów formalnych spowodowanych swoją obcokrajowcością. 

Kontekst
Vandrer musi Wam wpierw wyjaśnić, że bez konta w banku, a dokładniej karty bankowej w Norwegii praktycznie nie da się funkcjonować. Dlaczego? Po pierwsze dla tego, że w Norwegii nie występuje coś takiego jak dowód osobisty, twoją legitymacją jest karta bankowa na której widnieje zdjęcie, numer personalny (ichniejszy PESEL) i inne potrzebne dane. Takie informacje można mieć jeszcze na prawie jazdy, na innych dokumentach numer personalny i zdjęcie raczej nie występują razem. Do niedawna nikt nie miał z tym problemu, aż zmienione zostały przepisy i obywatele innych krajów nie dostają nowych kart bankowych ze zdjęciem. Auć! Żeby odebrać list polecony ludzka nosicielka Vandrera musiała się kilka minut tłumaczyć mając ze sobą paszport i kartę ubezpieczenia zdrowotnego z numerem personalnym. Połączenie tych dwóch dokumentów dało jej to co jeszcze do niedawna mogłaby mieć na karcie bankowej. Na dłuższą metę to znacznie utrudnia życie.
Po drugie praca. W Norwegii banki i urząd skarbowy to współpracujące ze sobą instytucje (bank informuje skarbówkę np. o niespodziewanych dużych przelewach itd.). Wszystko jest tutaj jasne i przejrzyste co ma zapobiegać korupcji i pracy na czarno. Dlatego jeśli pracujesz legalnie to Twoja wypłata jest wypłacana za pomocą przelewu. Łatwo się domyślić, że żeby dostawać wypłatę trzeba mieć zatem konto.
Po trzecie, na razie najmniej problematyczne to fakt, że za kilka lat Norwegia rozważa całkowite wycofanie gotówki. Jeśli spisek Vandrera się potwierdzi oznacza to drastyczne ograniczenie ludzi pracujących na czarno. Bez gotówki ciężko będzie płacić poza czujnym wzrokiem kontroli skarbowej.

Trop
Vandrer wpadł na trop spisku, kiedy jego ludzka nosicielka dostała pracę i ściskając w ręce świeży kontrakt (bez pracy nie założysz konta w banku jeśli nie jesteś obywatelem Norwegii) poszła pełna entuzjazmu założyć sobie na reszcie konto w banku. Jakież czekało ją zdumienie kiedy w lokalnej placówce w ponad 20 tys. mieście urzędniczka poinformowała ją, że od miesiąca (zmiana przepisów) osoby bez obywatelstwa norweskiego mogą zakładać konto w DNB tylko w miastach wojewódzkich (Norwegia również jest podzielona na kilkanaście większych jednostek administracyjnych). Tønsberg (stolica Vestfold) jest miastem, w którym nosicielka ma pracę więc uznała, że nie jest to bardzo problematyczne, choć lekko szokujące. W głównej placówce odbyła kilkunastominutową rozmowę z panią, która najpierw nie bardzo chciała uznać jej kontrakt (praca kelnerki to praca na dyżury, a nie stała) za wystarczający do założenia konta (sic!), później kazała wypełnić jej ankietę z podchwytliwymi pytaniami (jak często zamierza używać karty za granicą, przesyłać pieniądze, wymieniać waluty i inne takie tam) i z uśmiechem oświadczyła, że wszystko poszło ok i za 14 dni dostanie odpowiedź... CZY DOSTAŁA ZGODĘ NA OTWORZENIE KONTA. Gwoli wyjaśnienie, nasza bohaterka nie przyjechała do Norwegii na wakacyjny zbiór truskawek, ale mieszka tu prawie rok, ma stały numer personalny, męża który ma stałą pracę i mieszka w Norwegii kilkanaście lat, w kilka miesięcy nauczyła się języka na poziomie komunikatywnym. Zrozumcie zatem jak się poczuła, kiedy z taką podejrzliwością potraktowano ją przy próbie założenia zwykłego konta bankowego (utrudnienie zasad przyznawania kredytów hipotecznych obcokrajowcom to temat na inny wpis). Szok był tym większy, że do tej pory w najmniejszy sposób nie odczuła żadnych problemów związanych z tym, że nie jest obywatelem norweskim. Numer personalny otwiera drogę do wszelkich usług, zasiłków i innych jakie świadczy norweskie państwo socjalne, dlaczego zatem kapitalistyczny bank miałby robić jakieś problemu komuś, kto chce trzymać w nim pieniądze? Tak trzymać, nie pożyczać.
Bohaterka musiała zatem podać w pracy numer konta męża i czekać cierpliwe. Po 14 dniach, nie stało się nic. Po 20 mąż bohaterki zadzwonił na infolinię banku, żeby dowiedzieć się, że opóźnienia spowodowane są zapewne przez fellesferie (poziom irytacji wzrasta). Po miesiącu przyszła odpowiedź z banku wraz z umową do podpisania. Pomimo, iż bohaterka rozmawiała z urzędniczką po norwesku, w ankiecie (po norwesku) wybrała język norweski jako język, którym chce się kontaktować z bankiem dostała do podpisu umowę ... w języku angielskim. Aghrhh.... Grzecznie podpisała więc umowę i dołączyła kartkę z prośbą o przesłanie jej wersji norweskiej. To, że ktoś nie jest Norwegiem nie znaczy bowiem, że nie zna tego języka. Na szczęście dalej poszło już gładko i po tygodniu dostała w różnych przesyłkach pin, kartę, umowę po norwesku i potrzebne do logowania dane. Ostatnią częścią paczki powitalnej był token, wysłany listem poleconym. Kasjerka na poczcie poprosiła o okazanie legitymacji czyli w domyśle karty bankowej z numerem personalnym. Tutaj (jak już Vandrer opisał nieco wyżej) bohaterka musiała się nieźle gimnastykować z paszportem i innymi dokumentami jakie posiadała. Szopka zapewne będzie powtarzać się częściej, bo karty bankowej z ID nigdy posiadać nie będzie. Ech...


Efekt 
Co DNB, a w rzeczywistości państwo norweskie zyskuje w ten sposób? Dyskryminacja imigrantów zarobkowych, którzy pracują legalnie i tym samym przyczyniają się do wzrostu PKB. Łatwiej pracować na czarno za gotówkę, albo już nie robić, jeśli ma się prawo do zasiłku. Jeżeli bank zmienił zasady dlatego, że wielu imigrantów zakładało konta, pracowało krótki czas, brało pieniądze na debet po czym wyjeżdżało i nigdy nie wracało (tak Vandrer podejrzewa), to dlaczego nie wprowadzić jakiegoś konta light dla takich osób, i pozwolić im bez problemowo po prostu trzymać pieniądze w banku, ale niczego im nie pożyczać na ładne oczy? Czy takie kontrolowanie potencjalnych klientów jest konieczne? Jaką krzywdę nosi w sobie DNB, że zachowuje się w ten sposób? Co go motywuje?

Vandrer wie, że są inne banki niż DNB, ale ten jest największy więc jeśli on robi problemy oznacza to problem całego systemu. Poza tym część z nowych zasad o których pisze sówka zaczęła albo zacznie wkrótce obowiązywać także w innych mniejszych bankach.

Jeśli mieszkacie poza Polską, napiszcie proszę jakie są Wasze doświadczenia z zakładaniem kont w zagranicznych bankach.

AvE!
Vandrer

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP