poniedziałek, 31 sierpnia 2015

3 powody dla których, Norwegia to kraj nieprzyjazny turystom

3 powody dla których, Norwegia to kraj nieprzyjazny turystom

Turystyczna perełka, czy raj utracony? Vandrer sprowadzi dzisiaj na ziemię Wasze marzenia dotyczące podróży do Norwegii. Tylko potem nie płaczcie po nocach, przytulając pluszowego łosia. Sowa ostrzegała.


W ramach wyzwania blogowego Lifestylerki Vandrer pisze dzisiaj o wspomnieniach z wakacji. Przewrotnie sówka postanowiła podzielić się z Wami refleksjami dotyczącymi podejścia Norwegii do turystów. Jak niektórzy wiedzą, sówka miała okazję wybrać się w lipcu w trzydniową podróż przez Norwegię. O samej podróży będziecie mogli poczytać na blogu już od tej niedzieli. Sówka nabyła podczas tych trzech dni doświadczenia w byciu turystą w Norwegii. Z doświadczeń wyszły jej trzy powody dla których fiordowy raj jest nieprzyjazny dla turystów.

Absurdalne ceny

Trzydniowa podróż samochodem (z własnym prowiantem) dla dwóch osób i pluszowej sowy i łosia kosztowała więcej niż dwa tygodnie na wczasach w Hiszpanii. W budżecie typowej norweskiej rodziny nie czyni to zbytniej wyrwy, ale w budżecie obywateli każdego innego kraju to ogromne koszty. Vandrer musi bowiem wyjaśnić, że Norwegia jest absurdalnie droga, chyba, że zarabia się w NOK. Przykładowo niedzielna wizyta na pizzy dla czterech osób to koszt ok. 400 zł (bez szaleństw jeśli chodzi o napoje). Nie ma znaczenia czy jesteś Niemcem, Hiszpanem czy Polakiem. I tak jest dla Ciebie drogo. I to się nie zmieni ponieważ ceny są tutaj dopasowane do zarobków norweskich, a nie europejskich.

Usługi? Ale, że co to znaczy?

Norwedzy kochają swoją przyrodę, kochają dzikość i niemycie się przez trzy dni podczas weekendowego pobytu w hytcie (domek letniskowy). Wóz kampingowy lub namiot to dla Norwega szczyt szczęścia. Co ma począć "cywilizowany" turysta, który nie przeżyje bez ciepłego prysznica? Zamieszkać w hotelu. Problem pierwszy to cena, problem drugi to standard. Norwedzy nie bardzo przejmują się jakością lokali usługowych, bo wiedzą, że człowiek przyjeżdża tam żeby pooglądać widoki, a nie żeby szukać spa w hotelowych piwnicach. Dlatego też, jeśli już usługi istnieją to są przeznaczone dla tubylców, a ci nie potrzebują łazienek w pokojach czy sklepów otwartych w niedziele. Jakiś zbłąkany turysta zaplątał się w rejon fiordów? Niech sobie radzi. Infrastruktura komunikacyjna sprowadza się do pociągów i autobusów, ale tu... patrz punkt pierwszy. Najlepiej mieć zatem własny środek transportu. 

Święty spokój

Tak płynnie przechodzimy to powodu trzeciego. Norwedzy nie potrzebują turystów do szczęścia. Wręcz przeciwnie. Nade wszystko cenią sobie oni święty spokój. Im mniej ludzi tym lepiej, po co więc gimnastykować się, żeby dostosować kraj do turystów? Jeszcze im zakłócą weekendowe pobyty nad morzem, jeziorem czy fiordem. Panie, a idź pan z tym. Takie podejście ma swoje negatywne skutki, które odczuwają nie tylko niedoszli turyści, ale i sami Norwedzy. Jakiś czas temu zgłoszono zabytkowe centrum wikingów Midgard, znajdujące się w okolicy zamieszkałej przez Vandrera, jako kandydata na listę UNESCO. To co dla Norwegów jest świetnym punktem niedzielnych wycieczek nie przekonało jednak ekspertów z UNESCO. Stodoła, kilka kurhanów i urocze muzeum z ceramicznymi krowami to za mało, żeby stać się światowym dziedzictwem kultury. Ale po co się starać. Lepiej wybrać święty spokój.

Co zatem zrobić, jeśli jednak serce rwie się do fiordów, a portfel świeci pustkami?

Obniżać koszty pobytu. Jeździć autostopem (co podobno w Norwegii nie jest zbyt łatwe), albo własnym samochodem (nie liczcie na tanią benzynę i pamiętajcie o opłatach drogowych). Spać "na kanapie" (couchsurfing) albo w namiocie. Namioty można rozbijać gdzie bądź (w granicach rozsądku), ponieważ Norwedzy uznają, że wszyscy mają równe prawo do korzystania  z przyrody. Za nieco wyższą opłatą można rozbić namiot na specjalnie dostosowanym do tego celu polu namiotowym. Zabrać ze sobą tonę konserw turystycznych lub zupek chińskich:). Widoki są warte tego, żeby później pocierpieć na problemy z żołądkiem.

Vandrer ma nadzieję, że nie zniszczył do końca Waszych marzeń, a jedynie nieco je urealnił.

AvE!
Vandrer

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP