środa, 19 sierpnia 2015

Cierń wbity w Internety - przedrecenzja THORNa

Cierń wbity w Internety - przedrecenzja THORN


Jedno jest pewne, Jason Hunt podkręcił internetowe napięcie wokół THORNa na maksa. Jego blogowa akcja promocyjna i zalew wow-pozytywnych recenzji sprawiły, że Vandrer pierwszy raz w życiu napisze dwie recenzje książki. Przed- i postrecenzję. Dziwne rzeczy czyni cierń wbity w internety.



Dlaczego Vandrer nie przeczytał jeszcze swojego egzemplarza recenzenckiego THORNa? Ponieważ książkę dostał na polski adres i pomimo, iż sówka znalazła się w gronie wybrańców do których THORN miał dotrzeć na kilka dni przed wczorajszą premierą, przeczyta ją dopiero we wrześniu. Taka sytuacja stwarza jednak okazję do napisania przedrecenzji. Dlatego dzisiaj przed Wami nietypowe wydanie #zInternetów - linki wplecione w treść.

Vandrer od dawna dziwuje się i podziwia sposób (niekoniecznie treść) w jaki Jason Hunt (dawny Kominek) buduje swoją markę. Pisał Wam już o tym analizując efekt bóstwa Kominka - upadłej gwiazdy blogosfery. To dzięki napisaniu tego tekstu, bardzo miły w kontakcie z pluszowymi sowami Tomek Tomczyk zaoferował mu otrzymanie darmowego egzemplarza THORNa.


Sówka napaliła się na przeczytanie tej książki głównie dlatego, że lubi jak komuś wychodzi coś na co ona jeszcze nie do końca może się zdobyć. W tym przypadku: napisanie własnej książki. Zawsze rodzi to Vandrerze nadzieję, że jak zapozna się z takowym dziełem to później natchnienie do stworzenia własnego pojawi się jakby mimochodem. Niestety do tej pory nie zadziałało. Napalenie przepaliło jednak Vandrerowi plusz kiedy zaczął śledzić zapowiedzi książki wpuszczane do sieci przez autora. Sówka rozumie podniecenie jakie może towarzyszyć wydaniu na świat dziecka z którym chodziło się w ciąży 10 lat, ale entuzjazm Hunta był nieco zbyt przytłaczający. Jakby chciał w czytelniku wzbudzić radość z czytania zanim jeszcze ten przeczytał, ba ledwie zamówił książkę. Wiem, ale nie powiem. To jest takie fajne, że... ale nie mogę Wam powiedzieć. Zobaczycie sami, że... nie powiem co. Znacie to uczucie, kiedy początkowo reklama Was zaintrygowała, ale później zniechęciła zbyt dużą ilością ścieżek dotarcia i częstotliwością pokazywania się? Im bardziej THORN wyskakiwał z internetowej lodówki, tym głośniej Vandrer mruczał hmm... Jason, być może wątpiąc w inteligencję czytelnika, próbował wyjaśniać z góry jak zbudowana jest jego książka i chuchając na zimne przestrzegać, że nie jest to przykład tradycyjnego składu. Forma książki ma przeplatać się z treścią, a wszystko co zauważalne ma coś znaczyć. Intrygujące i irytujące jednocześnie. Sówka lubi odkrywać sama.

Kiedy na śledzonych przez sowę blogach pojawiły się pierwsze recenzje, nadzieja na nowo zakwitła. Zombie Samurai wspiął się na szczyt pozytywnej recenzji i zapewne gdyby w przyszłym roku znalazł się on w komitecie literackiej nagrody Nobla, Murakami znów musiałby obejść się smakiem. Zaintrygowało to Vandrera, bowiem ceni powstałego z martwych samuraja za ironiczne wyśmiewanie wszystkiego. A tu taki aplauz. Andrzej Tucholski podszedł do CIERNIA z większym rozsądkiem, ale jego także upoił nektar zawarty w książce. Vandrer żałował, że już teraz nie może przeczytać książki wyrobić sobie własnej opinii na temat jej domniemanej wspaniałości. Wraz ze zbliżającą się premierą zaczęły pojawiać się coraz bardziej krytyczne głosy, przeplatane jednak zachwytami lub machnięciem ręki. A zatem książka przyjęta jak zwykle. I wtem, ASZ Dziennik przygotował zestawienie cytatów z THORNa, które zamurowało Vandrera. Plusz wchodzi w mocną żrącą interakcję w wydumanymi cytatami pseudomotwacyjnymi, więc kiedy Vandrer zobaczył owe cytaty zbladł. Przed oczami stanęła mu jak żywa jedyna książka, dla której sowa złamała swoją żelazną zasadę dawania książkom szansy do ostatniej strony. Pielgrzym. Coelho osiągnął coś czego nie udało się nikomu - skutecznie zniechęcił sowę do czytania książki po kilkudziesięciu stronach. Vandrer uspokoił się jednak, bo wie, że w THORNie zawarta jest nie tylko motywacja ale i fabuła. Poczeka zatem i sam oceni.


I wtedy nadszedł wtorek. Dzień premiery. Vandrer przeczytał krytyczną recenzję Zwierza Popkulturalnego i zafrasował się niemożebnie. Dlaczego Zwierz czuł się w obowiązku tłumaczenia się dlaczego napisał krytyczną recenzję książki? Jakież demony sprawiły, że blogerka, która codziennie publikuje swoje  pod wymiar cięte opinie nagle zachowuje się jak spłoszona nastolatka? Efekt Kominka okazał się być tak silny, że blogosferę opanowała gorączka strachu przed krytyką książki i jednoczesny wirus sceptycznego podejścia do pozytywnych recenzji, który zainfekował krytyków starego Kominka. Cierń zaraził internety szaleństwem, ale Vandrer się nie da. Napisze Wam najbardziej obiektywną subiektywną recenzję na jaką go stać po tych wszystkich emocjach, które przeżył w związku z książką Hunta. Niech tylko dostanie ten egzemplarz w swoje skrzydła. 

c.d.n...czyli emocje po przeczytaniu znajdziecie tutaj.

AvE!
Vandrer

PS.: Grafika tradycyjnie autorstwa Analogowa Sowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP