piątek, 25 września 2015

THORN testuje wyrozumiałość czytelnika

THORN testuje wyrozumiałość czytelnika

Vandrer dawno nie miałby w rękach książki, która budziłaby w nim takie wątpliwości. Moby Dick nauczył jednak sowę, że czytelnik może wiele znieść, jeśli obieca mu się ciekawe zakończenie wciągającej historii. Czy THORN spełni tę obietnicę? Jeśli nie, zawsze może zostać dekoracją w skandynawskim stylu.


"Nikomu nie mów czym jest THORN. Niech od dziś to będzie nasza tajemnica" - i weź tu napisz recenzję, po takim wstępie. Vandrer ledwo stworzył sobie wymarzony schemat recenzji, a THORN już zmusza go do tego by od niego odejść. Zmusił już wcześniej, bowiem pierwszy raz w życiu sowa miała okazję napisać przed-recenzję książki, której nie widziała jeszcze na oczy. Zajrzyjcie, jeśli nie czytaliście jeszcze o tym, jakiego zamieszania THORN narobił w Internetach. Odłóżmy więc na bok wszelkie konwencje, bo tym THORN się wymyka, i do dzieła.

Jeśli będziesz żył marzeniami, których nie zrealizowałeś i uczuciami, którym nie pozwalasz się wypalić, twoje życie będzie przypominało książkę bez ostatniego rozdziału. To tak, jakbyś ciągle na nowo pisał te same fragmenty, wierząc, że w końcu ułożą się w przepiękną opowieść.

Jak on cudnie niszczy napięcie

Vandrer musi na wstępie przyznać, że THORNa całkiem dobrze się czyta. Prolog i dalsze rozdziały wciągają zachęconego czytelnika w pokrętne rozmyślania głównego bohatera, robi się ciekawie, a potem jest już tylko gorzej. Dlaczego? Historia bohatera, który za wszelką cenę realizuje swoje wielkie pisarskie marzenie i dąży do osiągnięcia wynikającej z tej realizacji profitów (kobieta, New York i dolary) sama w sobie jest interesująca. Do tego dodajemy zagadkę z przeszłości, zapomniany przez świat kościółek, tajemnicze znikające kobiety i strażników oraz ludzi, którzy znają imiona, których znać nie powinni. (Na marginesie, Vandrer nie może sobie przypomnieć imienia głównego bohatera. Przypadek? Nie sądzi. Chyba, że w ogóle nie zostało podane.)  Robi się ciekawie. Książka raczy nas pierwszoosobową narracją i ciekawymi zwrotami do czytelnika. Za każdym razem jednak kiedy Vandrer się rozkręca, na kolejnej stronie dostaje powieścią motywacyjną (blogiem) w twarz. To pluszowy policzek więc nie boli, ale psuje czytelnicze doznania.

Powieść motywacyjna ex machina

Vandrerowi obiło się o uszy, że Jason Hunt w rozmowach i wpisach krążących wokół THORNa stwierdzał czasem, że nie jest to powieść motywacyjna, w najlepszym wypadku, że nie jest to typowa powieść motywacyjna. Co dostajemy na wstępie w liściku dołączonym to książki? "THORN jest powieścią motywacyjną". Konsternacja. Vandrerowi taka powieść kojarzy się z Coelho, a Coelho jak wiecie jest jedynym pisarzem, który sprawił, że sowa rzuciła jego książką o ścianę (no dobra, chciała rzucić, bo był to pożyczony egzemplarz) i przerwała lekturę z mocnym postanowieniem, że już nigdy nie tknie niczego co wyszło z pod pióra Brazylijczyka. THORN mieniąc się powieścią motywacyjną (jeśli wpiszecie do Google to hasło, to zobaczycie, że coś jest na rzeczy), postawił się zatem na straconej pozycji. Jak się jednak okazało poziom motywacyjności THORNa jest znośny. Taka motywacja w sam raz sowie potrzebna. (Fragment o Adamie i Ewie, jest naprawdę niezły). To nie, oczywiste prawdy przekazywane przez Hunta przeszkadzały Vandrerowi, ale sposób ich podania. Autor swoją wszechmocną ręką chwyta bowiem co pewien czas wciągniętego w lekturę czytelnika, umoszczonego wygodnie w fotelu z herbatką w jednej i książką w drugiej ręce, i przenosi go brutalnie przed ekran komputera na blog Hunta, czy innego Kominka. Czytelnik uświadamia sobie nagle, że lektura się urwała i dosłownie czyta tekst jakiegoś blogera. Bloger ów wspomina na przykład wyjazd do Finlandii, gdzie podczas promocji alkoholu poznał pewnego Fina z ciekawym podejściem do życia. Na Teutatesa! Czyż myśli owego Fina, nie dałoby się zgrabniej wpleść w główną historię? Jest tyle sposobów, ot choćby bohater mógłby wspomnieć jak czytał w gazecie/na blogu o pewnym Finie, który zapytany o to czy nie żałuje swojej pracy... i tak dalej. Gładko i przyjemnie.

Vandrer czyta THORN Jasona Hunta


Potrafisz skrytykować własne dziecko?

Vandrer ma wrażenie, że THORN kuleje w ten oczywisty sposób ponieważ dla autora jest dziełem życia, wychuchanym i wymarzonym dzieckiem. A czy potrafimy obiektywnie krytycznie podejść do własnego dziecka? No właśnie. Pamiętacie jak w zeszłym tygodniu Vandrer pisał, że miał ochotę rzucać Moby Dickiem, kiedy autor w najciekawszych momentach akcji zaczynał kontynuować swoją encyklopedię wielorybnictwa? Ten sam denerwujący mechanizm, ale sowa pokochała dzieło Melville'a ponieważ tam ten zabieg jest uzasadniony. Tak jak Moby Dick był mieszanką powieści przygodowo-psychologicznej i encyklopedii wielorybnictwa, tak THORN to ciekawa historia dorastania i konfrontacji z marzeniami przeplatana motywacyjnymi notatkami blogera na temat życia i związków. Moby Dick stał się arcydziełem, ponieważ obserwacje dotyczące natury człowieka i jego obsesji były nowatorskie, THORN nie podzieli tego losu, ponieważ myśli zawarte w książce czyta się na zasadzie, to wszystko gdzieś już było. Kluczem do sprzedania mądrości jakich wiele w Internetach, jest właśnie ubranie ich w ciekawą historię, a nie wrzucanie łopatologicznie w tekst. I nad tym Hunt powinien popracować. Kiedy przez ponad miesiąc sowi egzemplarz THORNa leżał sobie w Polsce i czekał, przeczytał go pewien 19-latek, który czytać uwielbia, choć ma mniejsze doświadczenie jeśli chodzi o literacki kanon. Dla niego liczy się przede wszystkim historia. Co powiedział o THORNie? Czytało się super szybko "książka na wieczór i pół nocy", chętnie przeczyta kolejny tom, bo fabuła wciąga. To upewniło Vandrera w przekonaniu, że potencjał historii zawartej w THORNie jest naprawdę duży. 

Wszystkie grzechy zostaną wybaczone prócz jednego

Podczasz czytania THORNa Vandrer momentami żałował, że nie ma zębów, którymi mógłby zgrzytać. Zapytacie, co tak zeźliło małą sówkę? Detale, czyli pozostająca jedynie w sferze deklaracji amerykańskość THORNa. Vandrer całym sercem kocha amerykańskie historie dla nastolatków (zarówno książki, jak i filmy) dlatego nie mógł zdzierżyć kiedy czytał o parze przyjaciół pijących wódkę w stylu "... ze mną się nie napijesz?" Samo napisanie, że akcja dzieje się w amerykańskim miasteczku nie pomoże, jeśli jeden z bohaterów zachowuje się jak typowy polski dresik, nie wyobrażający sobie zabawy bez mocnego alkoholu. Vandrer jest ciekawy jak amerykański czytelnik odbierze rozdział o fazach picia z Andrzejem ("Dwa pijane Supermeny"). Tak z Andrzejem, a nie Andy'm, ponieważ autor zapomniał akurat w tym miejscu zamienić imienia Andrzeja na amerykańską wersję. Ale skoro i tak od początku zachowuje się on jak tzw. stereotypowy Polaczek, może powienien po prostu być synem polskich imigrantów? Vandrer nie wie jakie znaczenie ma miejsce akcji dla dalszej części historii, ale to co przeczytał spokojnie mogłoby dziać się na polskim blokowisku, a bohater mógłby nadal marzyć o swojej wycieczce do Nowego Jorku. Jeśli jednak autor upiera się przy Ameryce, Vandrer postuluje aby przed wysłaniem do druku książki sprawdził takie rzeczy jak to, że przeciętny Amerykanin interesuje się futboolem amerykańskim czy bejsbolem, a nie piłką nożną! Takie rzeczy bolą sowie oczy, bardziej niż pewne potknięcia stylistyczne. Zresztą książka jest utrzymana w konwencji bardziej opowieści niż powieści, więc taki styl da się obronić. 
THORN jako elemente dekoracji #ScandinavianStyle
Przykładowa stylizacja #Scandinavianstyle
z użyciem THORNa:)

Diablo dobrze wydana rzecz

Vandrer na długo zapamięta uczucie kiedy dotknął wreszcie swojego recenzenckiego egzemplarza THORNA. Tak doskonale wydanej książki sowa dawno na swoje pluszowe oczy nie widziała. Subtelna, twarda i jednocześnie delikatna powierzchnia okładki. Obłędna jakość papieru. Działająca na wyobraźnię grafika i niepospolity skład. Fascynujące było samo przewracanie stron i odkrywanie kolejnych smaczków. Dopieszczono każdy szczegół. Jedno jest pewne, THORN dobrze wygląda zarówno na półce, jak i element instalacji dekoracyjnej na biurku czy parapecie. Jeśli ten efekt jest autorską zasługą Hunta, który postanowił wydać THORNa we własnym wydawnictwie, to Vandrer winszuje pomysłu. Książka powinna znaleźć się nie tylko w ekspozycji księgarni, ale także sklepów wnętrzarskich. 







Sowa poleca tym, którzy...

... lubią ładnie wydane książki (nie śmiejcie się, tylko obejrzyjcie programy o hołm stejdżingu, tam liczy się kolor okładki, a nie treść); a także tym którzy lubią czytać historie o dorastaniu, konfrontacji marzeń z rzeczywistością i dowiadywać się dlaczego niektórym po prostu w życiu czasem nie wychodzi. Tym, którzy szukają inspiracji, aby nie poddawać się w dążeniu do bycia orłem, a nie kurą. I tym, którzy wierzą, że drobne, pozornie nieistotne wydarzenia z młodości mogą wpłynąć na całe dorosłe życie. Za to wszystko i potencjał, który Vandrer widzi w tej powieści THORN dostaje 6 piórek. Tak na zachętę.



Sowa odradza tym którzy...

... szukają spójnej powieści o narastającym w hiczkokowskim stylu napięciu. Tym, którzy lubią wiedzieć jak się to wszystko skończy i dostać rozwiązanie zagadki przed końcem książki. Tym, którzy jak diabeł święconej wody unikają wszelkich motywatorów i złotych myśli. Tym, którzy cenią sobie nade wszystko tradycyjny skład i nie lubią drukarskich ekstrawagancji. I wreszcie tym, którzy lubią dostawać dopieszczone dzieło i nie są wstanie wybaczyć autorowi zbyt wielu błędów, nawet a konto ciekawej historii. Vandrer zdaje sobie sprawę z tego, że to książka dla wyrozumiałych czytelników, dlatego nie dziwi się, że powstało tyle negatywnych opinii, jednakże uważa że THORN nie zasługuje na całkowite mieszanie go z błotem.

Czytaliście może THORNa lub macie zamiar przeczytać? Podzielcie się proszę z Vandrerem swoimi przemyśleniami.

Jeśli macie wolną chwilkę i chcecie podyskutować o tzw. efekcie Kominka, Vandrer zaprasza na wpis: Kominek się skończył, czyli cykl życia gwiazdy blogosfery.

AvE!
Vandrer

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP