poniedziałek, 21 września 2015

Warszawa, czyli plusz, Dostojewski i dzikie kaczki


Sentymentalna podróż, czyli o tym jak Vandrer spędził 3 dni w Warszawie, jakie pluszowe spotkania odbył i co zajadał. Sowa wyjaśni także dlaczego BUW przyczynił się do tego, że Vandrer musiał głodować. Ciekawi?



Vandrer ujawnił Wam w zeszłym tygodniu swoją miłość i tęsknotę do Warszawy. Dzisiaj kilka zdjęć z jego zeszłotygodniowej wizyty w mieście. 

SPOTKANIA

Vandrer spotkał się w Czułym Barbarzyńcy na kawie z samym Fiodorem Dostojewskim. Jak na pluszowych pisarzy przystało wypili kawę z lodami o wdzięcznej nazwie Ibsen. Lepszego  towarzystwa dla słynnego norweskiego pisarza nie sposób sobie wyobrazić.


Następnie odbyli na stylowej huśtawce długą dysputę na temat nieśmiertelnych literackich motywów. Po wizycie w Czułym Barbarzyńcy Vandrer był bogatszy o książkę "Głód" nieznanego mu norweskiego pisarza oraz o stylowy kalendarz-notes Moleskine. Dostojewskiego ze sobą nie zabrał, ale może następnym razem namówi go na wycieczkę do Norwegii.


Wizyta w Warszawie była także okazją do spotkania z kuzynem Julkiem, który dzielnie opiekuje się dziećmi w nowo otwartym przedszkolu Lolek! Jeśli macie dzieci w wieku przedszkolnym i mieszkacie w Warszawie, Vandrer poleca Wam to miejsce z wartościami. 





MIEJSCA

Spacerując po mieście Vandrer natknął się na plakat Uriah Heep, teraz już wiecie kto będzie "special guestem" na koncercie legendy rocka! Vandrer już ćwiczy July Morning...


W Ogrodzie Saskim Vandrer zaczęrpnął od muzy Twórczości nieco kreatywności, która przyda mu się w pisaniu bloga. Ogród Saski to miejsce w którym można spotkać dzikie kaczki o których pisał Ibsen.


Najważniejsze miejsce w warszawskim sercu Vandrera to BUW. Vandrer miał szczęście spotkać swojego ulubionego wystawcę książek pochodzenia antykwariackiego. To od niego lata temu, zakupił wydanie Mistrza i Małgorzaty w serii Nike wydawnictwa Czytelnik (za ostatnie pieniądze, które były przeznaczone na jedzenie:D). Na stoisku sowa nabyła dwa tomu opowiadań Czechowa i porozmawiała ze sprzedawcą o twórczości Johna Updike'a, z którą Vandrer spotkał się w nieprzyjemnych okolicznościach.


Być w BUWie i nie odwiedzić ogrodów na dachu to grzech. Można rzec, że to w tym miejscu padły słowa, które sprawiły, że Vandrer wyjechał do Norwegii.


Zielona trawka idealnie komponuje się z gmachem biblioteki i zachęca do szybkiego przejrzenia zakupionych książek.



JEDZENIE


Warszawskie plany kulinarne Vandrera ograniczyły się do dwóch miejsc. Pizzeria Dominium w której sówka spożyła Pizzę Bielańską, najlepszą pizzę na świecie, będącą autorską kompozycją sówki i jej dwóch najlepszych przyjaciół!


To nie zimno, deszcz czy dalekość są największymi minusami mieszkania w Norwegii. Największy minus to brak KFC. Na tym Vandrer zakończy swoją opowieść.



AvE!
Vandrer

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP