piątek, 16 października 2015

Witajcie w Wayward Pines, gdzie raj jest więzieniem

Recenzja Wayward Pines Blake Crouch

Co byś zrobił gdyby ktoś nagle kazał Ci zapomnieć o swoim dawnym życiu (rodzinie, znajomych, pracy) i kazał żyć w nowym, idealnym świecie? W raju, w którym wszystko jest idealne poza tym, że nie można z niego uciec?


Przed takim wyborem staje Ethan Burke, główny bohater Wayward Pines, autorstwa Blake'a Croucha. Vandrer przeczytał tę trylogię (SzumBunt i Krzyk ) miesiąc temu i uważa jest absolutnie genialna!

Chociaż zawsze był gościem z dużego miasta, potrafił zrozumieć, dlaczego ktoś mógł nie chcieć wyjeżdżać z takiej mieściny. Czemu porzucać coś, co sprawia wrażenie czystego ideału? Sama esencja amerykańskości otoczona jednymi z najpiękniejszych krajobrazów, jakie widział w życiu. W noc przed wyjazdem z Seattle oglądał zdjęcia Wayward Pines, ale żadne choćby w najmniejszym stopniu nie oddawało uroku tej doliny. 
A jednak tu był.
Dowód na to, że to miejsce nie było idealne.
Doświadczenie uczyło go, że wszędzie tam, gdzie gromadzili się ludzie, był mrok.
Tak to już było.
Doskonałość stanowiła sam naskórek. Wystarczyło zrobić nacięcie przez kilka warstw, a ukazywały się ciemniejsze odcienie.
Przetnij do kości - czarno jak w smole.

FABUŁA
Agent służb specjalnych Ethan Burke budzi się nad brzegiem rzeki okalającej niewielkie miasteczko Wayward Pines. Jest ranny i nie pamięta jak się tu znalazł. Właściwie to nie pamięta niczego poza: nazwiskiem prezydenta, twarzą matki, tym, że potrafi grać na fortepianie, pilotować helikopter i że ma 37 lat. Z czasem przypomina sobie swoje imię i misję z którą przybył do tego idealnego amerykańskiego miasteczka. Szefostwo wysłało go tutaj celem znalezienia dwóch zaginionych agentów, w tym jego byłej kochanki z pracy. Niestety po przyjeździe uległ wypadkowi samochodowemu w którym stracił pamięć. Ethan szybko zauważa, że sprawa jest dziwniejsza niż na początku mogłoby się wydawać, a w miasteczku nikt nie chce mu pomóc. Rozwiązanie sprawy i powrót do ukochanej żony i syna stają się coraz mniej realne. Ethana zaczynają z czasem nawiedzać koszmary z przed lat (dostał się do niewoli podczas drugiej wojny w Zatoce i był torturowany), a on sam zaczyna wątpić w to czy jego wizja rzeczywistości jest prawdziwa. Może to on popadł w obłęd, a może to całe miasteczko jest chore? Niestety na kontakt ze światem zewnętrznym i zweryfikowanie informacji jest już za późno. Miasteczko okala betonowy mur pod napięciem, a ktoś podjął decyzje od których nie ma już odwrotu. 

Pierwsza część książki zatytułowana Szum, kończy się rozwiązaniem podstawowej zagadki: jak naprawdę wygląda świat i kto tu kłamie. Później jest już tylko lepiej, bo Ethan musi zmierzyć się z informacjami jakie otrzymał. Vandrer nie może zdradzić nic więcej, bo zepsułby Wam całą zabawę.

GATUNEK
W Szumie mamy do czynienia z wciągającym thrillerem kryminalnym, w którym podążając ślepo za bohaterem, próbujemy odkryć kto mówi prawdę, a kto żyje w ułudzie. W Buncie i Krzyku, kiedy zagadka z pierwszego tomu jest już rozwiązana, opowieść stopniowo z kryminalnej staje się bardziej science i fiction. Napięcie i lęk o losy bohaterów towarzyszą jednak czytelnikowi stale. Do końca pozostaje także aktualne pytanie, a może to wszystko to jednak żart szaleńca? Drugi, a jeszcze mocniej trzeci tom pokazują bowiem do czego zdolny jest człowiek, który ubzdurał sobie, że jest bogiem oraz jednostka, która chce przeżyć i ocalić rodzinę. Ów wątek rodzinny jest jednak tym, co może irytować swoją klasyczną happyendowatością. Osoby bliskie głównemu bohaterowi zginąć nie mogą - motyw ten znany jest z większości tego typu powieści. Vandrer po namyśle stwierdza jednak, że może właśnie o to chodziło autorowi. Pokazanie, że kiedy wali się cały świat, to właśnie rodzina jest tym, co pozwala nam pozostać przy zmysłach. Co motywuje nas do przetrwania. W obliczu zagrożenia ludzkości, to więzi rodzinne są tym co należy chronić i co trzyma nasze potencjalne szaleństwo w ryzach.

Okładka Wayward Pines Blake Crouch


AUTOR
Blake Crouch potrafi świetnie budować napięcie. Akcja trylogii jest wartka i całość zamyka się w kilkudziesięciu dniach. W tym czasie czytelnik kilka razy dostaje szoku poznając kolejne rozwiązania fabularne na jakie zdecydował się autor. Ten sprawnie operuje narracją, z czasem coraz częściej przerzucając nas pomiędzy historiami poszczególnych bohaterów i stopniowo oddając w nasze ręce kolejne kawałki układanki. Crouch po prostu nie pozwala czytelnikowi odłożyć książki przed dotarciem do ostatniej strony. Sądząc po innych dziełach autora, świetnie czuje się on także w krótkiej formie opowiadania, gdzie może rozgrzać czytelnika nie obawiając się przepalenia, czy znużenia. Vandrer natknął się na tego 37-letniego amerykańskiego pisarza dzięki Andrzejowi Tucholskiemu (za co wielkie mu dzięki). Przeczytał wywiad z autorem i stwierdził, że koniecznie musi poznać twórczość człowieka, który o pisarstwie opowiada w tak niebagatelny sposób. Zakupienie niemal w ciemno 3 tomów Wayward Pines okazało się strzałem w dziesiątkę.

WYDANIE
Sówka napaliła się na natychmiastowe przeczytanie trylogii Croucha, więc jedynym rozwiązaniem był zakup wersji elektronicznej książki. Vandrer trafił akurat na promocję na kryminały w księgarni Woblink i dzięki temu zgarnął całość za nieco ponad 40 zł.  Dlatego też nie może powiedzieć Wam zbytnio nic o wrażeniach z czytania wersji analogowej. Pokaże jedynie klimatyczne okładki i doda, że książka ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Otwarte.

OCENA
Vandrer dawno nie czytał czegoś tak dobrego jeśli chodzi o zagadkę i budowanie napięcia. Sówka była jeszcze bardziej zachwycona kiedy zagadka została rozwiązana, a czytelnik został z jeszcze cudowniejszym pytaniem: i co teraz? Miodzio. Poza genialną historią, mamy głównego bohatera, który jest typem prawego amerykańskiego faceta popełniającego w życiu błędy, ale i na błędach się uczącego. Nie sposób go nie polubić. No i jeszcze elementy szaleństwa i geniuszu pewnego bohatera, o którym napisać tu nie można bez spoilerów. Vandrer uwielbia, kiedy ktoś jest szalony i próbuje za wszelką cenę zrealizować swoją idée fix! Dlatego w swoim gatunku Wayward Pines otrzymuje od Vandrera, aż 9 piórek! Dostał od książki, wszystko czego czytelnik może potrzebować.



Sowa poleca tym, którzy...
... lubią dobre historie kryminalne, kochają napięcie dawkowane przez dobre thrillery i nie boją się poćwiczyć mózgu przy pewnych pytaniach dotyczących przyszłości ludzkości. Dla fanów mieszanek zbrodni i nauki. Idealna także do czytania w podróży (Vandrer spałaszował książkę w samolocie i autobusie). Po prostu, mocna rzecz.

Sowa odradza tym którzy....
... nie lubią jak się ich wkręca i zbyt długo ukrywa przed nimi prawdę. Nie przepadają za zbyt pokręconymi historiami, a wolą klasyczne śledztwo: ofiara - poszlaka - morderca. Jak ognia unikają mieszania wątków romantycznych do ciekawych historii kryminalnych. No i najważniejsze, to nie jest książka dla tych, którzy chcą się wyspać. Jeśli bowiem zaczną czytać, muszą dokończyć, przynajmniej tom, albo lepiej dwa, albo całość. 

Genialny M. Night Shyamalan wziął się za reżyserię serialu na podstawie książki i z tego co Vandrer widzi w trailerze będzie to sukces. Jeszcze ta obsada! Jeśli ktoś nie lubi czytać, to niech obejrzy, bo historia warta jest poznania.

Sówka jest ciekawa czy ktoś z Was czytał już coś autorstwa Croucha? A może zachęcony sowitą recenzją chce przeczytać książkę?

AvE!
Vandrer

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP