piątek, 2 września 2016

Doping wśród norweskich narciarzy biegowych? Atak na narodową świętość


W sercu każdego Norwega jest tylko jedna rzecz ważniejsza od pølserów (parówek) i Grandiosy oraz świętsza od 17.maja i króla. NARTY. Owa świętość została właśnie zaatakowana i jakikolwiek byłby finał całej sprawy, norweska duma mocno na tym ucierpi. Chcecie wiedzieć w czym rzecz i jaki udział w sprawie ma Justyna Kowalczyk?


Narciarstwo biegowe - norweski sport narodowy, który od lat przynosi Norwegii chlubę na wszelakich mistrzostwach, olimpiadach i tym podobnych konkursach. Nic dziwnego, bowiem Norwegowie mają narciarstwo we krwi, a jak głosi stare przysłowie, oni po prostu rodzą się z nartami na nogach. Vandrera już dawno przestał dziwić widok narciarzy, którzy w sezonie letnim pomykają na nartach biegowych z kółeczkami (coś jak rolki) i w ten sposób obchodzą problem braku śniegu (sowa spotyka takich niemal codziennie). Ostatnie tygodnie owocowały jednak w wydarzenia, które zostawiły głęboką rysę na wyidealizowanym wizerunku norweskiego narciarstwa.


Początek lawiny

Jakiś czas temu, pewien utytułowany biegacz Martin Sundby, został oficjalnie ukarany za niewłaściwe stosowanie leków na astmę i odebrano mu tytuły za poprzedni sezon. Zapytacie, w jaki sposób chory na astmę zawodnik startuje w zawodach i zdobywa znaczące tytuły? Otóż taka magia nie jest niczym rzadkim w norweskiej reprezentacji. Jak się okazuje norwescy biegacze są dość licznie dotknięci astmą i biorą hurtowo leki, które mają pomóc ich płucom w prawidłowym funkcjonowaniu. To przy założeniu, że są chorzy. Bo jeśli zdrowy człowiek bierze takie leki, to działają one jak doping (choć niektórzy temu przeczą). Norweski Związek Narciarski nie widzi nic dziwnego w tym, że tylu narciarzy jest chorych. Broniąc się tłumaczą, że leki te jedynie pomagają zawodnikom brać udział w zawodach (z powodu zimna jest to ciężkie), ale nie poprawiają w żaden sposób ich wyników.


Norweskie media na tropie

Sprawa Sundby'ego okazała się jednak na tyle zadziwiająca, że norweskie media zaczęły wokół niej węszyć. Podniosły się też głosy ze strony Szwedów i Finów, którzy domagają się wnikliwszego przyjrzenia się sprawie (Polacy i Rosjanie mówią o tym problemie już od dawna). Norweska telewizja TV2 dotarła ponoć do anonimowego zawodnika, który przyznał, że owszem, w kadrze proponowano leki na astmę nawet zdrowym zawodnikom. I tu rodzi się pytanie, po co zatem oferowano leki, jeśli nie poprawiają one wyników? Nikt nie mówi jeszcze głośno o skandalu, ale powoli zaczyna rodzić się wątpliwość. Gazeta Aftenposten pyta retorycznie dlaczego epidemia astmy spowodowanej zimnem dotyka tylko norweskich sportowców, a innych nie? Ironicznie odpowiadają, że widocznie tylko Norwedzy biegają w minusowych temperaturach. Co ciekawe artykuł w tej sprawie zatytułowano następująco:

Nadszedł czas, by przyznać, że Kowalczyk miała rację >>> 

Otóż nasza najlepsza biegaczka już od wielu lat głośno dziwiła się temu, że w kraju o tak czystym powietrzu, dziwnym zrządzeniem losu, tak wielu biegaczy choruje na astmę. Czytelnicy Aftenposten w licznych komentarzach piszą o tym, że sprawa jest "żenująca" czy po prostu, że jest to złe. Naturalnie znajdują się i tacy, którzy stwierdzają, że Ventolin (nazwa leku) nie jest na liście środków dopingowych, więc problemu nie ma, ale wtedy pozostaje pytanie - po co zdrowym lekarstwa? Niektórzy komentujący nie przyznają jednak racji Kowalczyk (bo to stawia w złym świetle Bjørgen), ale nawet oni stwierdzają, że czymś dziwnym jest dawanie lekarstwa zdrowym zawodnikom. Całość sprawy mocno podkopała zaufanie do Norweskiego Związku Narciarskiego i wzbudziła wiele wątpliwości.


Czyżby Norwedzy przejrzeli na oczy?

Pozwala to Vandrerowi sądzić, że po latach wielbienia swoich biegaczy narciarskich Norwegowie przejrzeli na oczy. Żeby pojąć niezwykłość tych wydarzeń i sowie zdziwienie, musicie zrozumieć, że norweskie podejście do sportu jest specyficzne. Polacy mają często wielkie nadzieje względem swoich sportowców, ale stwierdzenie "Polacy nic się nie stało" weszło już na stałe do naszego słownika. W sumie drugie, trzecie, czwarte miejsce to czasem też jest sukces. Natomiast w Norwegii wygrywasz, albo... no właśnie. Zostawmy jednak tę kwestię, bo to temat na osobny artykuł o poczuciu norweskiej wyższości (zainteresowani?). Cała sprawa przypomina Vandrerowi film "Wstrząs" w którym pokazano jak lekarz (imigrant) staje samotnie przeciwko amerykańskiej świętości jaką jest Futbol i tamtejszym związkom, działaczom itd. Wszystko w imię zdrowia zawodników, którzy przez agresywny styl gry doznawali trwałych uszkodzeń mózgu. Tamta historia kończy się dobrze, więc może i tutaj coś się zmieni. 

A Wy co sądzicie? Słyszeliście coś o tej sprawie? Tutaj możecie przeczytać artykuł będący tłumaczeniem tekstu Aftenposten.

AvE!
Vandrer

Zdjęcie w tytule wyjatkowo pochodzi z Picjumbo. Darmowego banku zdjęć. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP