poniedziałek, 1 maja 2017

Zimowy letarg, czyli o blogowej indolencji

Zimowy letarg - depresja sezonowa



Witamina D, słońce, książka o Potędze kiedy i niezachwiany optymizm (stale górujący nad słomianym zapałem) - to dzięki tej mieszance Vandrer powraca do regularnego blogowania po prawie siedmiomiesięcznej przerwie. Tym razem zabierze się jednak do sprawy inaczej i ma nadzieję, że więcej Was już nie zawiedzie. Ciekawi dlaczego sowa zapadła w zimowy letarg?


Jak teraz będzie?
Po sowitemu. Szczerze i z humorem, jak zawsze. O tym co Vandrera bawi i o tym co leży mu na pluszowym sercu. Tematyka bloga zostaje niezmiennie zachowana (z głównym naciskiem na książki). Bez żadnych zasad i formułek. Sowa postara się publikować przynajmniej jeden wpis tygodniowo. Zamiast zmuszać się do pisania postawi na jakość i wykorzystanie weny. Vandrer ma nadzieję, że takie rozwiązanie będzie dla Was dobre i nadal będziecie od czasu do czasu zaglądać do Waszego ulubionego pluszowego blogera. Dlaczego jednak sowa rezygnuje z deklaracji pisania regularnie na określone tematy?

Powrót do blogowania
Vandrer zauważył, że im bardziej narzuca sobie oficjalne i regularne ramy blogowania tym mocniej sam się przeciwko nim buntuje. W efekcie sowa znika z Internetów miesiąc po każdym szumnie zapowiadanym powrocie i utworzeniu regularnej rozpiski wpisów. Następnie tęskni do blogowania, wraca, deklaruje i tak w kółko. Sic! Nazwijmy to sowitym autosabotażem. Wygląda zatem paradoksalnie na to, że  jeśli Vandrer chce w miarę regularnie blogować, to nie może planować regularnego blogowania.

Ale jak to tak, blogować nieregularnie? Wszystkie blogi oraz poradniki dotyczące blogowania, zasięgów, etc. określają regularność podstawową wartością na której bloga budować należy (Bloger i social media - czytaj recenzję). Genialnie, jeśli chcesz na blogu zarabiać. Rzecz jednak w tym, że takie stawianie sprawy zabija radość pisania wśród tych blogerów, którzy traktują blog nie jako miejsce zarobku, a raczej ekshibicjonistyczny pamiętnik. I tu wracamy do korzeni, bo blogi były odpowiedzią na taką właśnie potrzebę. Profesjonalizacja przyszła później, a wraz z nią efekt Kominka, upadłej gwiazdy blogosfery. Vandrer zauważył jednak, że nie dla niego ścieżka blichtru i monetaryzacji pisania. To co go kręci, to raczej pluszowe blogowanie z kubkiem kawy w ręce. Pisanie o tym co się kocha, ale robienie tego tylko wtedy kiedy ma się ochotę. Nic na siłę. Ma nadzieję, że tą szczerością sowa Was do siebie zachęci raczej bardziej niż zniechęci.

Potęga kiedy
Vandrerowi wpadł w pluszowe łapki pewien poradnik, który przewartościował mu postrzeganie czasu. Sowa już niedługo napisze Wam więcej o tym jak dzięki tej książce ma zamiar skuteczniej organizować sobie życie.

Przyczyny niebytu - czyli gdzie się sowa podziewała?
Pewnie zastanawialiście się gdzie też Vandrer był kiedy go nie było. Prawie siedem miesięcy blogowej absencji. Na Instagramie zdarzało się sowie pojawiać - Vandrer uważa, że pewnie tylko dlatego jeszcze o nim całkowicie nie zapomnieliście. Bo nie zapomnieliście, prawda?

Jak zapewne wiecie Vandrer bez swojej ludzkiej nosicielki Analogowej Sowy byłby jedynie pluszem i cieniem. Nie mógłby realizować swojego sowitego potencjału i zapewne smętnie zalegałby na półce z zabawkami. Niestety dla samej aSowy (jej imię będzie zapisywane w ten sposób, tak żebyście wiedzieli o kim mowa) ostatnie miesiące nie były najlepsze. Zarówno jeśli chodzi o znalezienie czasu jak i chęci na pomaganie Vandrerowi w prowadzeniu bloga. 

aSowa padła ofiarą sezonowej zarazy, która jest bolączką całej Norwegii. Stopniowe zanikanie słońca, a co za tym idzie znacznie zaniżony poziom witaminy D, mniejsza aktywność fizyczna, krótszy dzień przekładają się na mglistą depresję, o której mogliście przeczytać tutaj. Nie chodzi tu ani o depresję kliniczną, która jest bardzo poważną chorobą, ani też o jesienno-zimową chandrę, która zwykle przechodzi po odpowiedniej dawce kocyka i herbatki. To coś bliżej depresji sezonowej - SAD. Depresja we mgle, o której Vandrer z pewnością jeszcze napisze, jest w Norwegii problemem społecznym i zmorą norweskiej gospodarki (w tym okresie wzrasta liczba zwolnień chorobowych w pracy). Owo dziadostwo powoduje, że chęci do robienia czegokolwiek, poza podstawowymi rzeczami, wyciekają z człowieka powoli, acz systematycznie niczym powietrze z niezawiązanego balonika. Człowiek zauważa, że coś jest nie tak dopiero po kilku miesiącach męczenia się z samym sobą. Na szczęście mamy już maj, a wraz z nim więcej słońca. Dodatkowo aSowa ratuje się sztuczną suplementacją witaminy D i ma nadzieję, więcej się tak nie zaniedbać.

Tym co zapewne przyczyniło się do szybszego rozwoju sezonowego paskudztwa było paradoksalnie rozpoczęcie nowej wymarzonej pracy. We wrześniu aSowa zaczęła pracować najpierw jako sekretarka, a obecnie kierownik biura, w pewnym średniej wielkości biurze architektonicznym. Pierwsze dwa miesiące mówienia, myślenia, pisania i działania cały dzień po norwesku dały się jej we znaki. Człowiek wraca z pracy wyczerpany niczym po dniówce w kopalni. Na szczęście po tym początkowym szoku jakim dla dorosłego mózgu jest wymuszona biegła dwujęzyczność, aSowa wróciła do ogarniania życia i cieszy się z pracy w której wreszcie może realizować swój potencjał. Ale nie o tym ten wpis. Reasumując, aSowa obiecuje czynnie wspierać Vandrera w blogowaniu i nie narażać Was już więcej na takie braki w dostępności pluszowego blogerstwa i instagramerstwa. Wybaczycie zimową indolencję?


To by było dzisiaj na tyle. Materiał na następne wpisy jest w obróbce, zatem do zobaczenia (przeczytania) za kilka dni. Vandrer ma nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda:)


AvE!

Vandrer & aSowa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Vandrer dziękuje za wszystkie komentarze. Ceni sobie dyskusję z każdym zainteresowanym:)

AvE!
Vandrer

TOP